Dzisiaj czas na drugą pozycję z nowej kolekcji La Perla
I cóż my tu mamy? Let The Dance Begin to bogaty, zdobny zapach, który mocno osadzony jest na drzewnych i przyprawowych ramach. Towarzyszy mu potężna dawka słodyczy. Nie jest na pewno tak oryginalny jak Once Upon A Garden, ale to zupełnie inne światy, których porównywać nie można.
Kompozycja w Polsce anonsowana jest jako perfumy sandałowe. To jednak spore nadużycie, bo jesteśmy w świecie orientu tak bogatego, że sandałowiec może stanowić ledwie detal. Co więcej, drzewne nuty znacznie bardziej przypominają nam scukrzony oud. Złożenie tonki i kardamonu (może nawet nuta a’la cynamon) przesuwa kompozycję nieco w męską stronę i nadaje jej pewnych konotacji znanych z Paco Rabanne One Million. Jest słodko i dość lepko, ale to nie jest wada.
W Let The Dance Begin znajdziemy tony słodko-alkoholowe, jakby absynt zmieszany z whisky (zakładam, że to pokłosie użycia dawany). W sercu odkryjemy spory dodatek miodowych kwiatów. I nawet akord cytrusowy, wyczuwalny w głowie, też jest likierowo-cukierkowy. Styl tej kreacji jest wyraźnie arabski. Stąd fani tego typu pachnideł mogą być zachwyceni premierą marki La Perla. Każda nuta, każda molekuła zdaje się tutaj być przepuszczona przez filtr oudowo-cukierkowy. To samo dotyczy też akordu owocowego, w którym brzoskwinia i porzeczka są dojrzałe i kipią wręcz fruktozą.
I chociaż oudu formalnie w składzie nie ma, to jestem pewien, że molekuły imitujące ten składnik, są w tym zapachu. Ich forma przypomina choćby Liu Jo Gold czy serię Shimmer Michaela Korsa. W bazie staje się dominantą. I wtedy też kompozycja traci kilka punktów, bo staje się wyraźnie chemiczna, choć nie jest to aż tak rażące.
Opinia końcowa o perfumach La Perla Let The Dance Begin
Wykonanie tego typu kompozycji wymaga sporych umiejętności, ponieważ reprezentuje ona styl bardzo szeroko widoczny na półkach perfumerii, a jednocześnie zaskakuje pozytywnie. Polecam testy.






