
Pomarańczowa propozycja Armaniego jest całkiem ładna.
Łączy elementy kolońskie, pomarańczowe (pochodzące z owocu) i ziołowo-kosmetyczne. To ciekawe podejście do tematu wody kolońskiej i nuty olejku pomarańczowego. W porównaniu do opisanych ostatnio Taormina Orange prezentują się w mojej ocenie zdecydowanie ciekawiej, choć początku wcale spektakularnego nie mają. Może być on bowiem odebrany jako koloński i dość agresywny. To jednak tylko pierwsze i krótkie wrażenie.
Później Armani Prive Orange Mediterranee pachnie prawdziwymi pomarańczami. Co więcej, mogłem poczuć tu różne fazy rozwoju tego owocu. Najpierw mamy niedojrzałą owocnie otoczoną zielonym listowiem. Później przechodzimy przez etap dojrzewania. Stopniowo wzrasta stężenie cukru, ale nigdy nie jest przesadzone. Pojawia się bardzo udany akord ziołowo-herbaciany. On jednak nie jest taki prosty i łatwy. Mamy tam bowiem efekt przestudzonej (ale ciepłej) herbaty czarnej ze skórą pomarańczy. A jednocześnie jest tam świeżość zielonej herbaty z lodem i cytryną. Oczywiście, wszystko to dzieje się w tle głównej sceny – pomarańcza z listowiem nie znika tu nigdy.
W jeszcze dalszych etapach można zobaczyć cień pudru pomarańczowego i delikatny, dodający szlachetności element buduaru i teatralnych pudrów z lat 60. czy 70. To jednak absolutnie kropeleczka, która nie definiuje całości. Później pojawia się czyste piżmo, ale bez tanich czy zakurzonych wstawek. Taka końcówka to zawsze plus.
Opinia końcowa o perfumach Armani Prive Orange Mediterranee
Bardzo dobra interpretacja nuty pomarańczowej, która nie jest bezpośrednią kopią innych perfum.

Kampania perfum Orange Mediterranee




