
Gdyby nie chybiony czas premiery (wiosna-lato), to zapach ten wywołałby znacznie większe echo
Chodzi tylko o to, że Hugo Boss Bottled Triumph Elixir należy do kompozycji o dużej mocy, które bazują na raczej cięższych nutach. To sprawia, że osoby podążające stereotypami, zaklasyfikują ją do kategorii perfum zimowych. Nie zmienia to jednak faktu, że w rozsądnych ilościach zapach ten pachnie zjawiskowo też w cieple, a nawet upale.
Zacznę od tego, że poziom walorów artystycznych i jakości kompozycji jest tutaj na poziomie bardzo wysokim, nie jak Hugo Boss. Wyraźnie nawiązuje do pierwszej odsłony – Hugo Boss Bottled Elixir. Zresztą obie propozycje są bardzo podobne. Jeśli powąchamy je jednocześnie, to bez dwóch zdań wskażemy, że należą do jednej rodziny. Edycja Triumph również paczulę na w centrum. Co więcej, forma tej nuty – lekko nadpalona, wytrawny, ostra – też jest taka sama.
Są też nowe wątki, które nadają tej wersji pewnej wyjątkowości. To efekt spalonych irysów/fiołków, gorzkiej słodyczy smażonego karmelu. Mniej jest elementów dymno-kadzidlanych, a ciężar został w jeszcze większym stopniu przesunięty w stronę paczuli. Z kolei dodatek nuty irysowo-fiołkowej daje odczucie skóry w klimacie a’la Fahrenheit czy Dior Homme Parfum.
Inne akordy i sam sposób rozwoju kompozycji w czasie jest zbliżony do odsłony Bottled Elixir. To ten sam styl kreacji kompozycji. Annick Menardo sięgnęła tu do swoich pomysłów sprzed wielu lat, kiedy kreowała legendarną „oponę” dla marki Bvlgari.
Na słowo zasługuje też fakt, że baza Hugo Boss Bottled Triumph Elixir nie pachnie tanio i masowo. Wciąż czuć w niej paczulą i nadpalaną, wytrawną skórę. To zasługuje na uznanie.
Opinia końcowa o perfumach Hugo Boss Bottled Triumph Elixir
Bardzo dobre perfumy, których po tej marce się nie spodziewałem.

Kampania perfum Bottled Triumph Elixir




