
Dzisiaj o drugiej pozycji z nowej kolekcji Chloe. Orchidee de Minuit były raczej średnie
Chloe Tubereuse Lazuli wypadają lepiej, ale dla mnie tuberozą roku została propozycja Atelier Cologne Eclat de Tubereuse. W tym klimacie mamy też zjawiskowe, choć chyba już wycofane Bvlgari Splendida Tubereuse Mystique. I z tego powodu nie czuję ekscytacji tymi perfumami, lecz obiektywnie rzecz ujmując są one bardzo dobre.
To tuberoza kadzidlano-dymna, choć nie jest bezpośrednio oudowa, jak sugerować może oficjalny spis nut. Jest może nawet bardziej żywiczna niż dymna. Mamy dużo ciepła w stylu drewnianego kredensu kuchni. Jest element delikatnie rosołowy, ale w możliwym do zaakceptowania stężeniu.
Sama tuberoza nie ma wydźwięku po prostu naturalnego absolutu tuberozy. Nie kojarzy się zatem ani ze spalonymi oponami, ani z koncentratem owocowym. Często mononutowe wariacje pachną taką agresywną truskawką, a w tym przypadku efekt nie występuje. W ogóle trzeba napisać, że Tubereuse Lazuli to nie sama tuberoza. Inne kwiaty wydają się równie istotne. Na pewno zręcznie też wpleciono wątki molekułowe. W dalszej części muśniemy klimatów wręcz gardeniowych, trochę w stylu Jour d’Hermes.
Z czasem kompozycja sygnowana nazwiskiem Jean-Christophe Heraulta staje się pudrowo-drzewna, ciepła. Spis nut tego nie sugeruje, ale tak się dzieje. Ta baza nie pachnie ani tanio, ani chemicznie. Jest wręcz rozkoszna. Gdyby ktoś zrobił mąkę z zasuszonych kwiatów, to ona mogłaby pachnie tak jak fundament tej kompozycji. Tam też jest odrobina jakiejś słodyczy, czegoś kakaowego. Wrażenia są zatem jak najbardziej pozytywne.
Opinia końcowa o Chloe Tubereuse Lazuli
To bardzo, bardzo dobre perfumy, choć nie najlepsze w swojej kategorii.

Kampania perfum Atelier des Fleurs, Fleurs de Nuit, Tubereuse Lazuli




