
Przyznam, że limitowanek kolekcji DKNY nie śledzę od kilku lat.
W tym roku zrobiłem wyjątek, bo w perfumerii, gdzie dokonałem zakupów, nie było innych nowości. Zatem musiałem poprosić o próbkę właśnie tej kompozycji. Od razu okazało się, że pewnym zaskoczeniem jest spis nut, który pomija wątek jagodowy (borówkowy), a który w rzeczywistości jest wyczuwalny. W DKNY Be Delicious Ice Pop Berry Bliss czuć te owoce w formie bardzo słodkiej, napojowej i dość plastikowej. Jednocześnie jest to akord, który wyróżnia się na rynku.
Do tego dochodzi mleczne podbicie z molekuł drewna sandałowego i piżma. Gdzieś w oddali można dojrzeć też sztuczną wanilię i kokosa. Jakościowo to zatem niska półka, ale sam zapach nie jest tragiczny. Żyje i zmienia się na skórze w pewnym spektrum. Nie jest totalnie martwy.
Nie ma w nim typowych cytrusów, ale czuć tu pewną kwaskowość gum rozpuszczalnych. To syntetyczne wrażenie, ale wierzę, że może się spodobać młodszej klienteli. Tym bardziej, że dalej pachnie trochę jak kredki świecowe i wnętrze piórnika. Szkoda jednak , że to tylko mały detal, który do tego szybko umyka. W bazie DKNY Berry Bliss wchodzimy w obszary chemicznej tragedii, w której zostaje sama miałkość taniego cukru, piżma i najtańszych surogatów sandałowca.
Opinia końcowa o perfumach DKNY Be Delicious Ice Pop Berry Bliss
To aromat, który wyróżnia się akordem borówkowych, ale jego jakość pozostawia wiele do życzenia. Raczej zbędny.

Wszystkie zdjęcia i informacje oficjalne pochodzą ze strony dknyfragrances.com



