
To bardzo ważny zapach w ofercie tej marki
Tak jak Nature Insolente jest dzisiaj bodaj jedynym rozsądnym członkiem rodziny wyznaczonej przez Guerlain Limone Verde, tak Maison Matine Warni Warni stanowi jedyne, dostępne na rynku (przynajmniej według mojej wiedzy) pachnidło z grupy zapoczątkowanej przez Burberry The Beat. Warni Warni nie jest aż tak podobne do nich, żeby nazwać je zamiennikiem, lecz wspólny mianownik między tą dwójką będzie na pewno wyczuwalny dla większości osób.
Początek Warni Warni jest jak zielona herbata z cytryną i lodem. Podawana jest jednak w pełnym słońcu. Dzbanek od zewnątrz ogrzewany jest jego promieniami. Jest tu jasno i przejrzyście. Zapach ma też pewne ziołowe poszycie w formie zmrożonej. Zakładam, że to może być pokłosie wykorzystania olejku kardamonowego w akordzie głowy.
Drugim punktem jest dodanie wątku prysznicowo-mydełkowego, ale w formie lekkiej i czystej. Nie jest to woń rozpakowanego mydła w kostce. Oczywiście, wątki zielone i herbaciane cały czas pozostają w grze. Pojawia się też cień nuty mokrego cedru. Herbata z zielonej staje się jaśminową, ale na pewno nie jest to jaśmin wprost. Warni Warni na żadnym etapie nie jest kompozycją kwiatową. Nie ma też charakterystycznego dla The Beat akordu pomadkowo-pudrowego. Pod tym kątem można powiedzieć, że Maison Matine przedstawia „perfumy na upały” od początku do końca.
Jedynym elementem cięższej wagi, aczkolwiek podanym subtelnie, jest kostka cukru nasączona ziołowym likierem. Ten efekt pojawia się po 4-5 godzinach i ciekawie urozmaica bazę. Nie jest jednak na tyle dominujący, aby zaburzyć ogólnie bardzo świeży charakter całości.
Opinia końcowa o perfumach Maison Matine Warni Warni
To woń, która na pewno powinna zainteresować fanów lekkich, herbacianych kompozycji z pewnymi tonami ziołowymi i kwiatowymi. Nie jest to gigant trwałości, ale dzięki temu wrażenia herbaciane są tak realistyczne i tak ujmujące, od startu do mety.
Kampania perfum Warni Warni




