
Czwarty zapach będący owocem współpracy z Jeanem Christophem Heraultem, to jednocześnie pierwszy bez filbertonu i izolatu leszczyny. Stąd nie znajdziemy tu żadnych wątków orzechów laskowych. Postaram się, żeby ten wpis nie brzmiał jak nachalna reklama (perfumy są z Impressium), ale bardzo rzadko spotykam perfumy, o których trzeba opowiedzieć aż tyle. Tutaj wątków naprawdę jest od groma!
Jacques Fath Musc Couture to perfumy ekstremalnie ciekawe z wielu względów. Po pierwsze, nie pachną jak żadne inne pachnidło stworzone wcześniej, a jednocześnie są bardzo przyjemne w odbiorze. Nie jest to kompozycja dziwna lub przesadna. Zrobienie takiego aromatu to z pewnością wielka sztuka.
Teraz przejdźmy do szczegółów.
Kiedyś napisałem na blogu komentarz na temat piżm nitrowych, których używanie zostało zakazane w Europie w latach 90. A one miały wspaniałe właściwości utrwalające i bukietowały kompozycje. To dlatego klasyki lat 70., 80. i częściowo 90. pachniały mocniej i lepiej od premier późniejszych. Zakazanie tych związków nie było jednak bezpodstawne, ponieważ były one naprawdę szkodliwe.
Jean Christophe Herault tworząc Musc Couture chciał nawiązać do właściwości tamtych substancji, ale korzystając z obecnie dostępnej i w 100% bezpiecznej palety surowców. Oczywiście, jak w przypadku Vetiver Gris, perfumiarz nie zdradził istotnych szczegółów. Natomiast wspomniał, że połączył kilka opatentowanych molekuł IFF z absolutem ketmii piżmowej (ambrette). To oczywiście nie tłumaczy w żadnej sposób zapachu samych perfum. Piżmo Musc Couture jest puchate, lekko słodkie, z cieniem migdałowej nuty charakterystycznej dla piżm lat 70. i 80. Nie ma przy tym tonów zwierzęcych. Zestawienie akordu piżma z irysem powoduje przesunięcie w stronę pudrowanych cukierków z detalem metalicznym. W ten sposób wygląda rama kompozycji, która faktycznie zostaje na skórze przez długi czas.
Główną nutą, obok piżma, miały być suszone czerwone banany oraz wiśnie. Nie wąchałem bananów w tej wersji, ale ponoć mają mieć bardziej słodki, malinowy odcień. Twórca wykorzystał do kreacji tych wrażeń m.in olejek z dawany, który ma likierowe, owocowe brzmienia. Natomiast oprócz tego na pewno jest tu kandyzowany element cytrusowy, który nadaje kwaskowej słodyczy w stylu limoncello. To jednak tylko detal, choć istotny. Ten akcent występuje też przy irysowo-waniliowych akordach. To sprawia, że Musc Couture na żadnym etapie nie brzmi mdle lub przesadnie słodko.
Kolejnym plusem tej kreacji jest fakt, że do kreacji akordu bazy Herault wykorzystał nadkrytyczny absolut Co2 z laski wanilii. Użycie dwutlenku węgla w takim stanie prowadzi do otrzymania pełniejszego bukietu zapachów, ponieważ świetnie rozpuszcza on pachnące cząsteczki a jednocześnie ich nie niszczy. Wanilia Musc Couture jest przez to pełna i prawdziwa – ma tony drzewne, nieco mroczne, korzenne, a nie jest typowo słodka, jak zazwyczaj myślimy o wanilii. Efekt ten jest spotęgowany użyciem serca paczuli – to specjalnie frakcjonowany olejek z paczuli, który ma tony miękkie, ciepłe i kremowe, trochę jak rozgrzana ziemia, a nie ma elementów piwnicznych i ziemianiaczych. IFF nazwał go „Healingwood”, ale to składnik naturalny, a nie molekuła syntetyczna.
Opinia końcowa o perfumach Jacques Fath Musc Couture
To wszystko przekłada się na walory olfaktoryczne, które sprawiają, że Musc Couture robi naprawdę świetne wrażenie. Podoba się. Zaskakuje swoją grą. Pachnie w sposób niepodobny do żadnych innych perfum. Zachowuje jakościowe brzmienie od początku po samą bazę.
Kampania perfum Musc Couture





