
Z perfumami bywa różnie
W prawodawstwie są traktowane jako kosmetyk i oznaczone specjalnym znaczkiem, który zazwyczaj mówi, że perfumy są ważne 12, 24 lub 36 miesięcy od daty pierwszego użycia. To taki znaczek otwartego słoiczka z kremem i symbolem, np.: „24M”, w środku.
Niestety, to jest informacja ustalona przez urzędników, którzy nie mają pojęcia o praktyce. Być może w przypadku kremów ma ona rację bytu, ale perfumy to nie pielęgnacja. Chodzi o to, że tak naprawdę nie da się oszacować czasu/terminu ważności perfum. Wszystko jest bardzo zmienne i podatne na wiele czynników. W praktyce perfumy nie mają zatem terminu ważności. Możemy je zniszczyć w ciągu tygodnia, a mogą nam też służyć 100 lat.
Do napisania tego wpisu zainspirował mnie mój zapach tegorocznej jesieni – Dior Homme Parfum 2014 – i to jak bardzo polepszył swoją jakość po upływie tych 10-11 lat. Prawdą mówiąc, jestem zszokowany jak bardzo ta kompozycja się zbukietowała, i jak bardzo zyskała głębi w obszarze tonów drzewnych i żywicznych. To jest po prostu bajka, której poprzednio doświadczyłem tylko w przypadku vintage-edycji Shalimara.

Tym sposobem dochodzimy do sedna, bowiem kluczowe jest to, jak my sami traktujemy perfumy. To nasze decyzje nadają kierunek, w którym podąży kompozycja zapachowa we flakonie. Czy będzie nabierała piękna i szlachetności, czy po prostu się zepsuje i zniszczy. Pisałem o tym wiele, wiele lat temu i wciąż są to informacje aktualne: Jak przechowywać perfumy, żeby się nie zepsuły?
Wracając do Dior Homme Parfum 2014, to zaskoczył mnie fakt, jak bardzo, „na plus”, zmieniła się kompozycja. Efekt ten z pewnością spotęgował fakt, że nie używałem tego flakonu przez ostatnich kilka lat, może nawet 8-9. To sprawiło, że różnica była bardzo widoczna, ponieważ powstał silny kontrast. W przypadku flakonu Habit Rouge, którego używam na bieżąco, te zmiany umykają. Podejrzewam, że po kilku latach przerwy mogłoby być nawet bardziej spektakularne (używam jednak tych perfum regularnie, więc nie czuję tego)
Siłą dojrzewanie perfum jest odpowiedni skład. Jeśli w formule znajduje się duża ilość naturalnych składników pochodzenia drzewnego, kwiatowego lub przyprawowego, to metamorfoza po latach może okazać się spektakularna. Jaśmin, róża, wszelkie olejki drzewne i żywiczne, kadzidła, wanilia, cynamon, muszkat, goździki, tuberoza, ylang ylang oraz składniki czysto zwierzęce: ambra, piżmo, kastoreum, cywet. Dla tych ingrediencji czas jest błogosławieństwem. Z cytrusów do tego grona zaliczymy jedynie bergamotkę oraz olejki z kwiatów, np. z kwiaty gorzkiej pomarańczy (neroli).

Oczywiście, warunkiem koniecznym jest to, żeby te wszystkie cząsteczki reagowały ze sobą, a nie ulegały zniszczeniu pod wpływem światła czy temperatury. Dlatego tak ważne są warunki przechowywania perfum.
Nie znamy składów perfum, ale na podstawie spisu nut i samego zapachu mogę zakładać, że Dior Homme Parfum 2025 bazował na takich właśnie składnikach. Obecność syntetycznych, pojedynczych molekuł nie przeszkadza w takim wypadku. Ich wpływ na dojrzewanie perfum jest raczej niewielki, ale jednocześnie bardzo złożony, więc nie ma sensu sobie tym zaprzątać głowy.
Dojrzewaniu raczej nie ulegają olejki cytrusowe, olejki z igieł „drzew północy” (sosny, jodły, świerku…). Użyłem określenia „północy”, aby odróżnić je od również iglastych cedrów. ALE UWAGA: olejki z żywic lub drewna tych „drzew północy” już ulegają dojrzewaniu (czyli np. balsam fir). Również olejki/absoluty z liści krzewów i roślin jednorocznych tracą walory po czasie (absoluty z liści malin czy czarnej porzeczki, absoluty trawy i tym podobne).
Ciemnienie perfum czy zmiana barwy nie ma wpływu na zapach i jest tylko efektem wizualnym.




