
Testowałem te perfumy kilka razy i za każdym towarzyszyło mi wrażenie, że „coś” jest nie tak z tym zapachem.
Chodzi mi o to, że nie są one bezpośrednio podobne do klasycznych Divine z 2023 roku. Są też odmienne od następnych edycji. I to nie tylko pod względem mocy zapachowej – Jean Paul Gautier Divine Couture są wyraźnie lżejsze i świeższe – ale też samej kompozycji. W praktyce, to mogłyby być oddzielne perfumy, które poruszają się po obszarze kwiatowości, pudrowości i nut cytrusowo-pudrowych.
Kompozycja ma wręcz zielone otwarcie, które buduje wrażenie chłodnych kwiatów rosnących wśród syberyjskich choinek. Ma to pewien kurkdjianowski pierwiastek wyznaczony np. w dawnych kompozycjach Carven. Ten start budzi zainteresowanie. Jest dopracowany. Inny.
Niestety, Divine Couture bardzo szybko traci animusz. Wchodzi w wątki paczulowo-piżmowo-ambrowe o chemicznym zabarwieniu z niuansem lepko-owocowym. Nie ma ambitnej słoneczności rodziny Divine, ani jej przepięknych nut kwiatowych. Nie ma tamtej złożoności. Akord, który definiował rodzinę został po prostu przygnieciony molekułami, choć wciąż można nazwać tę edycję „solarną”. Jakość tego elementu jest jednak zdecydowanie niższa niż w pozostałych wersjach.
Nie jest to też kompozycja szczególnie żyjąca. Poza początkiem, później utrzymuje jedno, syntetyczne wrażenie, które nie zmienia się jakoś spektakularnie.
Opinia końcowa o perfumach Jean Paul Gaultier Divine Couture
W mojej ocenie jest to najbardziej sztampowy i masowy zapach z tej kolekcji, choć zakładam, że dzięki temu odniesie największy sukces. Divine Couture to ukłon w stronę osób „urażonych” mocnym charakterem pierwotnych Divine. Tutaj wszystko jest bardziej ugłaskane i umasowione.
Zaznaczam jednak, że to nie są złe perfumy czy perfumy niskiej jakości. Po prostu jest duży kontrast jakościowy między nimi a zjawiskowym klasykiem.

Kampania perfum Divine Couture




