
To nie będzie długa recenzja.
Pewnie nawet nie testowałbym tej limitowanki, ale Marie Salamagne w roli perfumiarza wzbudziła moje zainteresowanie. Komunikowanie lawendy jako głównej nuty też nie jest popularnym zjawiskiem w świecie damskich perfum. Niestety, Hugo Boss Alive Sparkling Lavender obok lawendy to nawet nie stało. Nie pachnie jednak też tragicznie.
To po prostu takie coś na modłę klasycznego Alive, które są perfumami bezpiecznymi do bólu. I tego tego dołożono aromat dosłodzonej, lawendowej świeczki. Musimy tylko mieć świadomość, że te aromaty lawendowe nie pachną jak lawenda. One pachną słodko, chemicznie, trochę waniliowo, a trochę jak proszki do prania. W bazie dochodzi do tego cień ciepłej słodyczy, który pojawił się w odsłonie Absolu. Niby jest tam kokos, ale wprost go nie czuję. Może to jednak ta nuta wprowadza pewną kremowość, choć w mało szlachetnej formie.
Opinia końcowa o perfumach Hugo Boss Alive Sparkling Lavender
Zapach utrzymuje poziom linii Alive, ale ze względu na bardzo tani obraz „nibylawendy” nieco obniżam ocenę

Kampania perfum Alive Sparkling Lavender




