
Florian Gallo stoi za najnowszą wariacją na temat męskiego klasyka tej firmy.
Narciso Rodriguez for Him Musc Santal prezentuje się jednak dwojako. Na pewno docenić należy fakt, że trzyma klimat serii, a zatem wyróżnia się na półce mainstreamu. Jest niesłodki, niesportowy, a przy tym reprezentuje nurt wytrawnie drzewny.
Trudno jednak uciec od porównań z Bleu Noir (i mam na myśli wszystkie edycje, który trzymały bardzo wysoki poziom) oraz z nowszą wersją – Vetiver Musc. I tutaj dochodzimy do niezbyt miłej konkluzji, ponieważ Musc Santal wyraźnie ciąży w stronę poziomu wetiwerowej, przynajmniej z nazwy, premiery z 2024. Jest dość rozcieńczony. Nie ma w nim sandałowca w formie wyraźnej. Prawdę mówiąc, gdybym miał oceniać na podstawie węchu, to powiedziałbym, że to perfumy bardziej cedrowe z domieszką wetiweru i może cieniem przypraw. Nie są aż tak tragicznie chemiczne jak Vetiver Musc, lecz kojarzą się niemal równie tanio.
Narciso Rodriguez prezentuje perfumy wywietrzałe, chemiczno-nijakie. Piżmo, syntetyki imitujące drewno sandałowe i popłuczyny przypraw na starcie to za mało, żeby wystawić kompozycji dobrą ocenę. Jedynym elementem ratującym jest efekt drewna cedrowego, ale nawet to nie stanowi ratunku.
W bazie mamy coś na kształt taniej podróbki Terre d’Hermes zmieszanego z Sauvage.
Opinia końcowa o perfumach Narciso Rodriguez for Him Musc Santal
Jeśli ktoś poszukuje perfum w tym klimacie, to z całego serca polecam wrócić do serii Bleu Noir (w tym klasyka, który do tej pory uważam za najmocniejszą pozycję rodziny).

Kampania perfum for Him Musc Santal




