
Nowa, warzywna kolekcja Jo Malone jakoś nie skradła mojego nosa.
Jednak postanowiłem poświęcić kilka słów perfumom Jo Malone Scarlet Beetroot, które rozpoczynają się nutą geosminy. To mocno niszowe brzmienie, które porównywałbym chyba tylko do kompozycji z głębokiej niszy (jak Night Flyer czy dawny Bat). Faktycznie nuta ta przypomina surowe buraki, ale też mokrą glebę czy aromat zaraz po ciepłym, letnim deszczu. Efekt ten nie trwa jednak długo. Robi przy tym duże wrażenie.
Drugi akord trwa już do końca i jest zdecydowanie bardziej klasyczny. To słodka, owocowa paczula. W spisie nut czytamy o obecności czarnej porzeczki, ale to prawda w połowie. Faktycznie zaraz po akordzie głowy, kiedy burak i geosmina uciekają, można dowąchać się porzeczkowych niuansów. Później jednak mamy do czynienia bardziej ze złożonym akordem czarno-czerwonych owoców. Są one gęste, syropowate. W takiej formie występują też sama paczula.
Scarlet Beetroot to zatem perfumy puchate, miękkie, trochę ulepne, a na pewno „syropowe”. Jest to jednak zagrane z pomysłem i kompozycji, choć prosta, jest ciekawa. Jeśli ktoś pamięta puchatą porzeczkę, paczulę i różę z Armani Si, to tutaj pewne, podobne tony również odnajdzie…
Opinia końcowa o perfumach Jo Malone Scarlet Beetroot
Mocno niszowy początek może zniechęcić sporo osób, ale później (po niezbyt długim czasie) kompozycja staje się bezpieczne i miła, bez kontrowersji. Na pewno dobrze sprawdzi się w chłodniejszej aurze.

Kampania perfum Scarlet Beetroot




