
Ależ to jest ciekawe! A miałem w ogóle nie brać się za testy tych nowości…
Przyznam, że z wyglądu i opisów byłem przekonany, że te nowości będą w dole skali. A męskie perfumy Michael Kors Blue Dusk zrobiły na mnie bardzo duże wrażenie. To niby słodziak-ulepiak, ale wcale nie jest taki ulepny. Pachnie zasuszoną śliwką. Pachnie wygrzanym cynamonem i sporą dawką kakao. Bardzo dużo w nim tonki, ale to nie jest taka ordynarna tonka, jaką w większości męskich premier można znaleźć. Ta tonka gra z jednej strony metalicznie i świeżo, z drugiej tytoniowo. Nie są to wrażenia w 100% naturalne, ale pachną znacznie lepiej niż większość mainstreamu.
Nie wiem, jakim cudem udało się to w tych perfumach, ale nie pachną one tą beznadziejną kumarynową słodyczą, która pojawia się w każdym niemal słodziaku-ulepiaku (Rabanne, JPG, Azzaro, Armani, YSL, Valentino…). Jest to o tyle większy cud, że w formule kumaryny jest od zbója… Mamy tutaj jednak frakcje orzechowe, trochę ziemiste, trochę nadpalanej czekolady, a nawet delikatny niuans draq queen z Amena.
Jednocześnie perfumy te są bardzo noszalne, a nie jest to słodziak spożywczy.
Wydaje mi się, że najważniejszą nutą powinna być tutaj śliwka, która nie prezentuje się jak typowy owoc. Ma zabarwienie śliwki suszonej, później śliwki fajkowej, a na samym końcu wchodzimy we frakcje śliwki w koniaku lub śliwowicy. W każdej chwili mamy też przed nosem cynamon, ale nie w formie 1 Million czy Stronger With You. Ten cynamon jest bardziej słoneczny, mniej słodki, bardziej elegancki. Nie zapycha i nie dusi.
Może to przez to, że kompozycja ma też drzewno-wytrawne tło i ono sprawia, że nie wchodzimy w obszary masowe i cukrowe.
Opinia końcowa o perfumach Michael Kors Blue Dusk
Bardzo dobre, bardzo użytkowe perfumy, które prezentują się o niebo lepiej od większości słodziaków-ulepiaków.

Kampania perfum Blue Dusk




