
Dzisiaj ostatni z typowo damskich zapachów od Rouge Bunny Rouge.
Purple Veil został przedstawiony w różu, nie w bieli. I on jako jedyny ma odmienny klimat od pozostałych kompozycji. Jego baza przypomina połączenie BR 540 z Bois Imperial, ale to dotyczy tylko fundamentu. Cała reszta jest bardzo cukrowa, ostra i przypomina gruboziarnisty cukier. Przyznam, że dziwi mnie brak lukrecji w spisie nut, ponieważ porównałbym pewne frakcje tej kompozycji do klasyka Lolity Lempickiej oraz Pink Sugar. Jednak i to wrażenie nie jest dominującym.
Trzonem perfum jest syrop z gorzkiej pomarańczy, który ktoś postanowił poddać karmelizacji palnikiem. Mamy zatem efekt cytrusowego kremu brulee. Wierzch jest nieco zwęglony, gorzki, brązowy i chrupki. Środek bardziej płynny i zachowujący wspomnienie likieru/syropu z pomarańczy. Czuć pewną chrupkość i kwaśność owoców. Z czego akord ten jest niejednoznaczny. Wierzę, że wielu osobom może skojarzyć się z cytryną lub bergamotką, a nawet mandarynką.
Do tego musimy dodać efekt kandyzowanego imbiru i różowej waty cukrowej. Pojawia się nawet skojarzenie z metalowym palnikiem na gaz i aromatem, który roztacza się wokół tej maszyny do robienia waty cukrowej. Jednocześnie na żadnym etapie Purple Veil nie staje się wonią lepką, bo zachowuje dużą kwaskowość. Najpierw jest to generowane przez różne składniki cytrusowe, a później przez rabarbar. Jest tam nawet pewien wątek zieleni.
Później do tego dochodzi akord winny, jakby soku z granatów wlanego do czerwonego, półsłodkiego wina z podtonem jabłka i gumy balonowej. W tym wrażeniu mogą być ukryte składniki kwiatowe, które nie są wyczuwalne wprost. Nie powiedziałbym, że Pink Veil jest w ogóle zapachem kwiatów.
Opinia końcowa o perfumach Rouge Bunny Rouge Purple Veil
To wyraźnie damska kompozycja, która na pewno okaże się ciekawym wyborem dla młodszych kobiet, które nie unikają różowych, kwaskowo-słodkich nut. W tej kategorii to perfumy zrobione z pomysłem i bez powielanie wcześniejszych kompozycji.
Kampania perfum Purple Veil




