
Na pewno nie jest to kopia klasycznego Luciusa z zeszłego roku.
Fragrance du Bois Lucius Maximus to kompozycja, która sięga do męskich akordów drzewnych lat 90. i tłumaczy je z pewnym niszowym twistem. Pod tym kątem przypomina mi to trochę styl marki Roja. Wyraźnie bowiem nawiązuje się do drewna sandałowego, kawy, wanilii i generalnie słodyczy sprzed lat. Jeśli komuś przypomni się Amen, to będzie to słuszne skojarzenie, choć to tylko jeden z obrazów.
Lucius Maximus ma świeższe, kwiatowo-cytrusowe otwarcie, lecz od razu w nim czuć kawowowo-drzewny fundament. Później te lżejsze akordy zanikają i otwiera się obszar drzewno-słodki z nutą minionych lat. Jest to jednak bezsprzecznie kompozycja męska, mocna i nowoczesna. Czuć w nim klimat pierwowzoru, lecz z dodatkiem tonów drzewnych, sandałowo-obłych oraz ostrzejszych, pieprzno-drzazgowych. Te kontrasty zostają na skórze między pierwszą a siódmą, ósmą godziną. W tym czasie perfumy już nie zmieniają się za bardzo, ale też nie są martwe. Drgają na szali między tym przyjemno-ciepłych akordem lat 90., a nowoczesnymi substancjami, do których Jordi Fernandez ma dostęp jako perfumiarz Givaudan.
Opinia końcowa o perfumach Fragrance du Bois Lucius Maximus
W mojej ocenie to bardzo udane przedstawienie męskich, drzewnych akordów w połączeniu ze słodyczą. Nie jest jednak rewolucyjne.

Kampania perfum Luxius Maximus




