27 października 2026

Dior Diorama (2010) (Dior)

Dior Diorama 2010

Dzisiaj wpis, który dotyczy perfum, które wywarły na mnie wielki wpływ, i do których mam bardzo osobisty stosunek. Nigdy wcześniej nie było ich w mojej kolekcji, ponieważ od lat odkładałem zakup „na później”.

W końcu jednak przyszła informacja o tym, że Dior wycofuje swoje dawne klasyki i zamienia je na nowe wersje autorstwa Francisa Kurkdjiana. Stwierdziłem zatem, że to ostatni moment i kupiłem dwa flakony Dior Diorama 2010 – perfum, które są przykładem geniuszu na miarę dawnych klasyków Guerlain. Wpis dzisiejszy będzie względnie długi, ponieważ chcę w nim zawrzeć nie tylko swoją opinię, ale też wszystkie możliwe informacje o tej kompozycji – tak, żeby nie zniknęły po czasie.

Edmond Roudnitska
Edmond Roudnitska

Zacznę od tego, że pierwotna Diorama powstała w 1949 roku i została stworzona przez Edmonda Roudnitskę. Nigdy jej nie powąchałem. Warto jednak przytoczyć słowa, które oń wypowiedział Luca Turin: „Diorama była ofiarą dla bogiń, a nie prezentem dla kobiet„. I jeszcze jedne, które powiedział Jean-Claude Ellena: „Żadne perfumy nigdy nie miały bardziej złożonej formy i formuły, bardziej kobiecych konturów, bardziej zmysłowych, bardziej cielesnych. Uwodzą nas korzennymi nutami: pieprzem, goździkami, cynamonem, gałką muszkatołową, kminem, zapachem skóry. Niepokoją nutami zwierzęcymi: kastoreum, cywetem, piżmem. Wszystkie akordy i motywy, które następują po sobie, są idealnie skomponowane w tych perfumach: drewno i fiołek, śliwka i brzoskwinia, jaśmin i przyprawy.”

Później, gdzieś między 2005-2007 rokiem Dior wskrzesił Dioramę w nowej, ultraluksusowej formie amfory, która dostępna była w kilku miejscach na świecie (Harrods, butik przy Av. Montaige czy Le Bon Marche). Tej edycji też nie poznałem, ponieważ na rynku była bardzo krótko, dwa lub trzy lata.

Dior Diorama 2006
Dior Diorama w najbardziej luksusowej edycji w postaci amfory (2005-2007)

Następnie nadszedł rok 2010. Marka Dior zapragnęła wznowić wiele ze swoich klasyków i dać je światu w szeroko dystrybuowanej kolekcji (choć na początku były dostępne w kilku ledwie miejscach, później dopiero rozprzestrzeniły się w świecie) pod nazwą Les Créations de Monsieur Dior. Nosem tych kompozycji został Francois Demachy. Co ważne, ideą było to, żeby każda z formuł możliwie najpełniej oddawała zapach dawnych receptur. Dotyczyło to Diorling, Diorelli, Diorissimo i również Dioramy. W Polsce prawdopodobnie Diorama nie była dostępna w tamtym czasie. Ja jednak testowałem ją raz po raz odwiedzając wakacyjnie różne domy towarowe czy sklepy zagraniczne. Pamiętam, że na pewno we Włoszech można było poznać tę linię nawet w małych perfumeriach nadmorskich miejscowości. Zapach ten od zawsze mnie fascynował w stopniu Guerlain Habit Rouge. Zachwycał grą, złożonością, trudnością i nieoczywistym pięknem.

Diorama to historycznie mydlany szypr z duża ilością nut kuminowych, które wprowadzają skórzany, przybrudzony pierwiastek. Edycja z 2010 była jednak bardziej przyjazna, owocowa, choć akcenty definiujące z lat 40. XX wieku wciąż pozostały mocno wyczuwalne. Diorama zawsze była dla mnie czymś innym, czego nie miała ani nisza, ani półki mainstreamu. To były perfumy jakby z innej planety, zupełnie wyjątkowe, ale też niemożliwe do noszenia przez swoją trudność. Zawsze jednak psikałem nimi nadgarstek przed wyjściem z perfumerii i później zachwycałem się tymi testami.

Mamy zatem wątki mszysto-szyprowe. Mamy akord mydła. Mamy przybrudzony, skórzasto-spocony kumin, który pierwotnie (w wersji z 1949) był podrasowany kastoreum i cywetem, a później z pewnością ich syntetycznymi odpowiednikam. Ścisły początek może się kojarzyć cytrusowo-kwiatowymi otwarciami perfum pierwszej połowy XX wieku (np. Chanel No.5). Diorama na tym etapie iskrzy i może nawet przywoływać na myśl dawne klasyki Chanel. Dopiero po chwili Demachy zmienia opowieść i dociąża scenę. Nuty lekkie zmieniają się w mydlano-skórzane, a obok nich dochodzi do kreacji najbardziej niesamowitego puzzla tej opowieści – akordu owocowego. Tutaj czas na kolejną dygresję.

Musimy wiedzieć, że perfumiarze tworzą nie tylko gotowe perfumy, ale też akordy. Najlepszym przykładem niech będzie Mousse de Saxe czy Guerlainade. Do tej grupy należy też Prunol – legendarny akord stworzony właśnie przez Edmonda Roudnistkę w latach 40. XX wieku. Tworzył on wrażenie śliwki otoczonej bukietem kwiatów. W składzie tego akordu znaleźć można absolut z pąków topoli, kwiaty boronii, aldehydy, różę, paczulę, goździki i wiele, wiele innych. W wersji z 2010 roku Prunol jest wyraźnie wyczuwalny, choć z pewnością jego formułę dostosowano do obecnych wymogów prawnych. Użycie takiego akordu wprowadza do tego pewną ilość cukru. W tej materii moglibyśmy znaleźć nici wiążące Dioramę 2010 z Rochas Femme, którą wykonał oryginalnie właśnie Edmond Roudnitska.

Prunol - baza De Laire
Prunol

Kompozycja ma też tony delikatnie żywiczne. Pokazuje szerokie spektrum jaśminu – od owocowej i słonecznej słodyczy po akcenty zwierzęce i nieco nawet indolowe. Nad tym wszystkim dominuje jednak kmin. I myślę, że dla osób, które uwielbiają tę nutę Diorama może być spełnieniem marzeń.

Technicznie warto zwrócić uwagę, że perfumy te występują w koncentracji wody toaletowej. Wiele osób wciąż nie do końca rozumie sens tego, że im niższa koncentracja tym statystycznie większa szansa na wyższą jakość samej kompozycji zapachowej, więc powtórzę to raz jeszcze. Im mniejsze stężenie kompozycji w gotowych perfumach, tym większa rola składników objętych restrykcjami (np. mchu dębowego, cytrusów, paczuli, róży, jaśminu), a mniejsza molekuł syntetycznych (których regulacje aż tak nie obejmują). Gdyby w roku 2010 Diorama powstała jako woda perfumowana lub czyste perfumy, to nigdy nie miałaby szansy być tak jakościowym pachnidłem jak woda toaletowa – bo żeby zwiększyć stężenie kompozycji do poziomu EDP Francois Demachy musiałby dołożyć wielką dawkę syntetycznych molekuł. Nie mógłby tego zrobić naturalnymi składnikami, bo przekroczyłby dopuszczalne stężenia określone w prawie. Pozwolę sobie tutaj na małą autoreklamę, ale w niszy jednym z nielicznych przykładów takiego podejścia są perfumy marki Nicolai – kolekcje Eau Fraiche i Eau de Toilette.

Opinia końcowa o perfumach Dior Diorama 2010

Nie znam jeszcze wersji aktualnej i przyznam, że mam nawet pewne obawy przed testami. Od 15 lat wchodziłem do różnych perfumerii, często podczas wakacji, psikałem sobie Dioramę na nadgarstek i ten zapach zabierał mnie do innej galaktyki. To zawsze było coś, co mnie zachwycało swoją innością, ale też dopracowaniem i magią.

Słowa Luca Turina, które przytoczyłem na początku, znalazłem dopiero dzisiaj. Ale one dobrze oddają to, co ja sam myślałem o Dioramie przez te wszystkie lata. Bo Diorama to naprawdę coś, co mogłoby zachwycić boginie. Dla większości osób to kompozycja zbyt trudna, zbyt niedostępna i zbyt niezrozumiała.

Zakładam jednak, że każdy (mężczyzna czy kobieta) dostrzeże jak bardzo wyjątkowy jest (był) to zapach. Jeśli ktoś chce jednak mieć perfumy absolutnie wyjątkowe, które zwieńczą kolekcję, to ten zapach nadaje się do tego w 100%.

Francois Demachy
Francois Demachy

Najważniejsze cechy:

Charakter: kminowo-kwiatowy

Płeć (0 – męskie, 5 – uniseks, 10 – damskie): 7

Trwałość: ekstremalna, powyżej 15 godzin

Charakterystyka:

Producent samego zapachu: Dior

Nuty: bergamotka, ylang ylang, kmin rzymski, jaśmin, brzoskwinia, śliwka, róża, paczula, drewno cedrowe

Twórca: Francois Demachy

Cena, dostępność, linia: woda toaletowa dostępna w pojemności 100 mL; oficjalnie wycofana z produkcji w 2026 roku

Rok premiery: 2010

Pozostałe recenzje

Dołącz do dyskusji

guest
2 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Anonimowy
Anonimowy
52 minuty temu

Uwielbiam takie artykuły

Anonimowy
Anonimowy
27 minuty temu

W Galerii Mokotów panie w butiku Diora wyciągały jakiś czas temu tester tej wersji, jak się ładnie poprosi