
Większość nowości na blogu została już opisana. Na pewno dotyczy to najgłośniejszych debiutów.
Zatem sięgam po premierę mniej znaną, a z jednego powodu wartą wspomnienia – Lacoste Original for Her Intense. To perfumy owocowo-kwiatowe, które w zasadzie są rzetelną propozycją dla kobiet. Problem jednak leży gdzie indziej. Okazuje się bowiem, że po pierwszym teście od razu wiadomo, że za kompozycją stoją nosy Givaudan. Mocno molekułowy fundament z dodatkiem Akigalawood i związków kwiatowych w stylu Valaya-Delina rodzi skojarzenia z La Bombą, Paradoxe, Narciso Rodriguez for Her Intense, Fleur Narcotique i Carolina Herrera Very Good Girl…
To oczywiście sprawia, że znajdzie się wśród bestsellerowych propozycji Lacoste, ale czy ktoś będzie ją pamiętał za rok-dwa-trzy… Na fali ogromnej popularności akordu Akigalawood-Georgywood (znanego pierwotnie z Essential Parfums Bois Imperial) dzisiaj każda marka: i tania z niskiej półki, i najbardziej luksusowa niszowa pragnie mieć te składniki w swoich perfumach. W efekcie wszystko zaczyna pachnieć coraz bardziej podobnie.
W skrócie można powiedzieć, że początek jest bardziej owocowy, później wchodzimy w obszary molekuł kwiatowych z drzewnymi, pudrowymi ostrościami, a bazie mamy i zakurzoną słodycz wanilii, i drzewne tony, które mogą kojarzyć się z Guidance, Ambre Latte, Musc Nurasana i wszystkimi innymi „akigalowcami”.
Opinia końcowa o perfumach Lacoste Original for Her Intense
Myślę, że w portfolio Lacoste może być to joker i zapach, który osiągnie wielką popularność przez wzgląd na kategorię, do której należy.
Obiektywnie to niezły zapach (technicznie nawet lepszy od La Bomby czy Paradoxe), ale osobiście uważam, że totalnie brakuje mu oryginalności…

Kampania perfum Original for Her Intense




