Cóż przygotowała na lato marka Montale?
Mamy kolejny oud, ale to nie powinno dziwić, ponieważ nuta ta występuję w większości kompozycji tej firmy. Montale Oudyssee to jednak pachnidło dość dalekie od standardowego ujęcia tego akordu. Po pierwsze, oud nie jest tu pierwszoplanowy i nie dominuje kompozycji. Po drugie, zapach jest bezpieczny i wyraźnie przechylony w męską stronę.
W praktyce pachnie bardzo poprawnie i rzetelnie. Nie zaskakuje, ale to nie jest wadą. Poczujemy w nim wygładzone cytrusy, trochę ziół, akord morsko-wodny, coś metalicznego, jakieś drewienka i dopiero to wszystko przeszyte jest cienką strzałą molekuł agarowych.
Jest tu ładunek słodyczy, ale nie za duży. Absolutnie nie dochodzimy do granic ulepu. Pojawia się element drzewno-przykurzony, lecz nie na tyle, żeby Oudyssee nazwać tragedią. Odnajdziemy też w nich wątki sportowe. Mówiąc wprost – Montale zrobiło pachnidło, które mogłoby powstać po wlaniu do butelki po jednym z przedstawicieli trzech wielkich rodzin męskiej perfumerii XXI wieku: słodziaka-ulepiaka, zakurzonego drewniaka i syntetycznego sporciaka. I do tego dodajemy ten metaliczny akord oudowy.
Opinia końcowa o perfumach Montale Oudyssee
Paradoks polega na tym, że nie pachnie to źle, a nawet jest dość przyjemne dla nosa. Wyobrażam sobie, że będzie to bestseller, chociaż brakuje w nim naturalności, która mnie ujęła w zeszłorocznych Fantastic Basilic.





