
Nie udało mi się poznać poprzedniej nowości tej marki, ale bieżącą już odhaczyłem.
Kayali Fleur Majesty Rose Royale 21 to nie jest szczególnie odkrywczy czy skomplikowany zapach. Należy do nurtu delinowego, podobnie jak opisywane niedawno Roberto Cavalli Paradiso Rosa. Oczywiście, koniecznie podkreślę, że nie mówimy o kopiowaniu 1:1, ale o przynależności do danej rodziny zapachowej. W tym przypadku powstały perfumy słodsze, skierowane w obszar smakowity, choć jednocześnie dalej to woń kwiatowa, a nie gourmand.
Dodano sporo scukrzonych owoców na początku, ale przełamano je kwaskowością cytrusów. Stąd nie ma mowy o ulepności. Start może się podobać i robi wrażenie niezłe. Jest mocniejszy i bardziej słodki o Deliny, ale też prostszy.
Spadek jakości następuje po 15-20 minutach. Kompozycja Kayali zaczyna wchodzić w obszary mdłe, bardziej syntetyczne. Białe piżma, substytuty wanilii i molekuły różane zaczynają z jednej strony przypominać pozycje niskiej półki, a z drugiej moje skojarzenie idą w kierunku „podróbka Deliny”. Robi się tanio i masowo.
Pod koniec zanikają wątki kwiatowe i zapach robi się różowym, dosłodzonym białym piżmem. Coś na kształt taniej waty cukrowej, która leżała tydzień na podłodze i złapała mnóstwo kurzu z podłogi.
Opinia końcowa o perfumach Kayali Fleur Majesty Rose Royale 31
Dla mnie to jeden z najsłabszych zapachów w całej ofercie tej marki.

Kampania perfum Fleur Majesty Rose Royale 31




