
Tutaj mamy kolejne dzieło, pod którym mógłby podpisać się Quentin Bisch. Czuję, że za kilka lat wszystkie perfumy będą chciały mieć ten „boisimperialowy” pierwiastek…
Atkinsons Shine Despite Everything to kompozycja na słodko. Bardzo dużo mamy tu karmelu. Jest on lepki, ale też zestawiony w innymi nutami. Dzięki temu nie umieramy utopieni w zalewie lukru. W nawiązaniu do ostatnio testowanych premiery naszła mnie myśl, że to taka lepsza, bardziej złożona i bazująca na lepszych składnikach odsłona Widian Yasat.
Wszystko zaczyna się bardzo cukrowo, ale też od razu czuć Akigalawood z nutami ostro-korzennymi. Może nie jest to dosłownie konkretna przyprawa, ale coś, co dodaje pikantności w słodkim jednak stylu. Nie jest to jednocześnie zielono-pieprzowa nuta znana z Bois Imperial, ale coś cieplejszego, może nawet delikatnie orientalnego. Całość ma też dodaną odrobinę nuty gofrowo-waflowej. To pożądany efekt.
Później kompozycja muska klimaty Guidance. Pojawia się cień orzechowo-tonkowych nut. Przy zmianie drugoplanownych detali, głównym wrażeniem olfaktorycznym, od początku do końca, zostaje karmel podbity Akigalawood. Wypada też napisać, że gdzieś w sercu całość zyskuje pączkowy, różany wydźwięk, który z kolei przypomina liczne wariacje marki Montale w tym temacie. Jeszcze dalej dochodzi do tego kumaryna znana z męskich perfum i dużo słodkiej wanilii w formie olejku do ciasta.
W bazie całość się delikatnie zakurzy w rytmie męskich słodziaków-ulepiaków, ale też nie jest to jakaś szczególnie duża katastrofa. Wciąż czuć słodycz i Akigalawood.
Opinia końcowa o perfumach Atkinsons Shine Despite Everything
Shine Despite Everything to nie jest jakieś wielkie dzieło sztuki perfumeryjnej, ale podobnie jak Amouage Purpose 50, Ojar Solar Flair, Bois Imprial Extrait i inne w tym typie, reprezentuje nurt kompozycji mocarnych, które są przyjemne dla nosa i trwałe. Myślę, że to perfumy, które spodobają się każdemu i odniosą wielki sukces komercyjny.

Kampania perfum Shine Despite Everything




