
To jedne z najnowszych, męskich perfum tej marki. Miałem przyjemność testować je już pod koniec ubiegłego roku, ale jakoś nie mogłem się zebrać do recenzji.
Może przez to, że Roja Parfums Elysium Noir budziły bardzo silne skojarzenia i w pewien sposób zaszufladkowałem je w obszarze negatywnych wrażeń. Chodzi o to, że są one interpretacją klasycznych, męskich akordów mainstreamu. Mogą przypominać klasyczne Bleu de Chanel zmieszane z Sauvage i Dolce&Gabbana Light Blue Homme, i Acqua di Gio, i Eros, i Azzaro Pour Homme, i nawet Chrome. Są przy tym syntetyczne i głośne. I po prostu nie może wyjść mi z głowy obraz klienta, który wygrywa na loterii mnóstwo pieniędzy i chce mieć takie masowe perfumy, ale „drogie”. Wtedy właśnie kupuje Elysium Noir.
Roja Parfums przedstawia perfumy, które robiło się 10-20 lat temu. Słodycz jest tu w pewien sposób ogórkowo-melonowa. Jest dużo słodkich drewienek, molekuł ambroksanowo-piżmowych, syntetyków sandałowca. Trochę wygląda to tak, jakby próbować włożyć wszystkie możliwe akordy męskiego mainstreamu do jednego flakonu. Jedyne czego tu nie ma, to przyprawowa słodycz karmelowo-tonkowa w stylu słodziaka-ulepiaka.
W Elysium Noir łączymy raczej ozonowo-ogórkową i owocową świeżość z wątkami zakurzonego drewniaka, ale w nieco słodszej wersji. Na każdym etapie kompozycja jest inwazyjna jak nigdyś perfumy z Dworca Centralnego, które reklamowano trzydniową trwałością. Nosząc te perfumy za każdym razem miałem właśnie wrażenie, że noszę jakąś podróbkę o podkręconych parametrach. Zapach jest płaski, sztuczny i mocny. Gdyby miał mniejsza moc, to składniki miałyby szansę ożyć i nie byłyby utopione w utrwalaczach.
Opinia końcowa o perfumach Roja Parfums Elysium Noir
Powidok przeszłości, który jednak powstał na zasadzie „byle mocno”.

Kampania perfum Elysium Noir

Wszystkie zdjęcia i informacje oficjalne pochodzą ze strony rojalondon.com



