
Jeśli ktoś poszukuje pięknego brzmienia naturalnych składników, to nowymi perfumami tej marki nie będzie zawiedziony.
Frederic Malle Contre-Jour to opowieść o róży, ale odmiennej od wcześniejszych interpretacji według tej firmy. Zaraz obok niej występuje kocanka (znana jako nieśmiertelnik). Jednocześnie nie są to perfumy ani wprost różane, ani kocankowe. Nie są też opowieścią wielonutową, a w tym samym momencie zachwycają grą obrazów. I nie jest to sprzecznością. Poruszamy się tutaj jednak po linie rozpostartej między dwoma składnikami. To, co zrobiła Annick Menardo, dla mnie jest świetne.
Początek jest szyprowy. Kojarzy się z klasyką różanych, paczulowych szyprów spod znaku The Perfumer’s Workshop Tea Rose i zadziorami klasycznej woni Malle’a – Noir Epices (swoją drogą ich recenzję pisałem niemal 20 lat temu…). Jest też ostro, pieprzowo, ziołowo od geranium. Gdzieś z tego wszystkiego dojdzie do nosa strużka dymu. Jeśli ktoś pamięta piękne Paestum Rose czy różane Marni, to tutaj odnajdzie ślady tamtych nut. Podobnie brzmiał też Le Mat. Wartości tej kompozycji dodaje fakt, że jest bardzo naturalna w wydźwięku. Nie jest oszukana, jak robi większość marek, nawet bardzo drogich.
I ten obraz ziołowości, szypru i róży nie znika. Płynnie pojawiają się akordy z drugiego końca linii, o której pisałem w pierwszym akapicie. Kocanki przyjmują tu postać słonecznego siana na wysokogórskiej łące. Są chłodne, ale czuć w nich ogrzewającą moc słońca. Jest miękko i rozkosznie. Przy tym unikamy wejścia w obszary mdło-gładkie. Contre-Jour przypomina nieco ostrą wełnę, która grzeje, ale też drapie.
W dalszych etapach może się to kojarzyć ze skarmelizowanym miodem. I nie chodzi o samą słodycz, ale właśnie to drapiące wrażenie na podniebieniu. Bez przerwy też kocanka przemyca wrażenie suchości i ziół. Może jakby w trakcie zbiorów wśród kwiatów nieśmiertelnika zapodziało się sporo siewek różnych ziół i wydestylowano to wszystko razem.
Paczula, która dodawała ziemistości na początku, teraz jest bardziej miękka i spaja się z nieśmiertelnikiem. Baza tej kompozycji jest wyznaczona właśnie przez ten duet. I to paczula jest trzecim najważniejszym bohaterem Contre-Jour. Jej naturalność nadaje fundamentom przepięknego brzmienia. Jest sielsko, komfortowo i rozkosznie.
Opinia końcowa o perfumach Frederic Malle Contre-Jour
W mojej ocenie nie da (lub jest to bardzo trudne) się zrobić złych perfum kocankowych, jeśli używa się naturalnych składników. Podobnie jest z różą. Annick Menardo do świetnych składników dodała iskrę swojego talentu i powstało niezmiernie wartościowe pachnidło.

Kampania perfum Conre-Jour




