
To takie trochę straszne, ale spotkałem pierwszy „ogródek” Hermesa, który opisałbym jako bardzo słaby.
I to wcale nie dlatego że jest dość offowy, mineralno-dziwny, bo kontrowersje budził już poprzednik – Un Jardin en Cythere. W przypadku perfum Hermes Un Jardin Sous La Mer moim głównym zarzutem jest nieskomplikowana budowa, której fundamentem są chemiczne, morsko-piżmowe molekuły. Dodatek cytrusów nie ratuje kompozycji, choć przełamuje chemiczność. Niższą jakość w podobnym aspekcie reprezentowały w mojej opinii też dwie inne pozycje tej serii, ale nawet tam nie było aż tak słabo.
Początkowe frakcje Un Jardin Sous La Mer pachną jak muszelki zalanie sokiem cytrynowo-bergamotkowo-limonkowym. Jest to wrażenie agresywne, musujące, trochę pyliste. Razi nos, choć broni się sporą mobilnością. Na tym etapie po prostu nie jest to zapach w moim stylu, ale doceniam. Każda sekunda spycha jednak wrażenie muszelkowe w obszary „tanio-utrwalaczowe”. Najpierw wchodzimy w coś, co przypomina kredę, a później to już idzie po bandzie molekułami drzewno-ambrowo-piżmowymi – rodem z męskiej, taniej perfumerii.
W trzecim akcie pojawia się bardziej solowa bergamotka. Ma wydźwięk bezpieczny, delikatnie słodki. Trochę przypomina bergamotki koncernu Givaudan (np. z Essential Nice Bergamote czy Armani My Way), ale tutaj jej udział w tworzeniu wrażenia nie jest duży. Można obok nuty bergamotkowej poczuć frakcje kwiatowe w formie malutkiego cienia.
Cały czas dominują zakurzono-drzewne akordy, które sprawiają, że całość oceniam negatywnie. Później następuje zjawisko, którego się nie spodziewałem. Nuty cytrusowe z naturalnych zaczynają stawać się detergentowe. Trochę wygląda to tak jakby Christine Nagel postanowiła zrobić eksperyment i dodać do kompozycji syntetyków cytrusowych. Ich się w perfumach nie stosuje lub robi się to rzadko, ponieważ olejki cytrusowe nie są drogie. Syntetyki mają jednak dwie przewagi nad naturalnymi składnikami: 1) to proste molekuły, więc nie zawierają alergenów i związków, na które są nałożone ograniczenia 2) są znacznie bardziej stabilne chemicznie i można nimi nawaniać nawet agresywną chemię gospodarczą (np. Domestos).
I wydźwięk bazowych cytrusów w Un Jardin Sous La Mer jest właśnie taki, jak w agresywnej chemii czyszczącej. Wierzę, że niektórym może się to połączyć z kostkami do toalet. Skojarzenie o tyle cenne, że kostki toaletowe są robione na nośniku mineralnym, więc to ma naprawdę duży sens w kontekście tych perfum.
Opinia końcowa o perfumach Hermes Un Jardin Sous La Mer
Gdybym miał wybrać najsłabszy, najbardziej chemiczny i tanio brzmiący zapach marki Hermes, to byłby to właśnie Un Jardin Sous Le Mer.

Kampania perfum Un Jardin Sous La Mer




