
Jakiś czas temu przy okazji zakupów otrzymałem próbkę tych perfum, więc postanowiłem napisać tę recenzję.
Pierwotnie poznałem Maison Crivelli Bois Datchai wiele, wiele lat temu i zrobiły na mnie pozytywne wrażenie, choć na pewno nie było ono spektakularne. Być może wynikało to z pobieżności testu. Teraz odkrywam je na nowo i zaskakuje mnie złożoność tej konstrukcji. Z drugiej strony to perfumy niełatwe i z pewnością bardziej jesienno-zimowe niż letnie, choć może to właśnie wysoka temperatura pokazuje ich walory.
Po pierwsze, spis nut nie oddaje charakteru perfum. Gdyby ktoś mnie zapytał w ciemno, co jest główną nutą i składnikiem Bois Datchai, to powiedziałbym, że jest to kmin rzymski (nie mylić z kminkiem). Chodzi o to, że występuje tu bardzo charakterystyczny dla tej ingrediencji efekt przybrudzenia, zwierzęcości i skórzaności. Dorothee Piot, kiedy konstruowała tę kompozycją, stworzyła akord skórzany, którego składowe nie zostały ujawnione i według mnie właśnie tam ukryto kmin. Natomiast efekt ten jest przepięknie wyważony. Nie jest zbyt mocny, więc nie odbierzemy go jako agresywny lub fizjologiczny, a jednocześnie na tyle wyraźny, że wprowadza głębię i nadaje innym nutom szlachetnych ram.
Oprócz tego mamy tu mnóstwo paczuli i papirusów. Kiedyś Byredo miało zapach Baudelaire. Tutaj występuje podobne (jeśli nie takie samo) złożenie składników, choć Maison Crivelli przedstawia ten obraz ze znacznie większą klasą i bez przesady. Paczula i papirus są ciepłe, ogrzane słońcem, nieco ziołowe. Nie mają komponenty ziemisto-zimnej, ani gorzko-kakaowej. Mają podton alkoholowy, jakby nalewka ziołowa z kroplą whisky.
Później pojawia się niesłodki cynamon w otoczeniu gęstego akordu owocowego. Tutaj można dopatrywać się skojarzeń z herbatą, ale będzie to raczej syrop wlewany do gęstej, lekko ciepłej esencji. Na pewno nie jest to herbaciana świeżość, ale też nie wchodzimy w obszary herbaty wędzono-dymnej, suchej.
W jeszcze dalszym etapie pojawia się kolejne wrażenie, którego w oficjalnym spisie nut nie znalazłem – drewno sandałowe. Jest to drewno ciepłe, przyprószone cynamonem, który na tym etapie nieco się wysładza. To na pewno może rodzić skojarzenia z drzewnymi kompozycjami Christophera Sheldrake’a dla marek Shiseido i Serge Lutens, choć jednocześnie nie jest to efekt aż tak wyraźny. Trzeba też jasno podkreślić, że w Bois Datchai cały czas efekt kminu, paczuli i papirusu trwa od początku do końca. Zatem nawet późny fundament istotnie jest zakotwiczony w tych składnikach.
Opinia końcowa o perfumach Maison Crivelli Bois Datchai
Postaram się raz w tygodniu wracać do jakichś zapomnianych perfum sprzed lat, które warto wspomnieć.
Bois Datchai to piękne, szlachetne perfumy, które w mojej ocenie pod względem jakości wyprzedzają obecne nowości tej marki (które są robione w stylu głośnych perfum arabskich, np. Maison Crivelli Oud Maracuja)

Kampania perfum Bois Datchai




