
Czas na kolejną nowość od marki Yves Saint Laurent.
YSL Mon Paris Parfum Floral teoretycznie miały być lżejszą interpretacją klasycznych Mon Paris. Ich kompozycja anonsowana jest jako bardziej świetlista i wzbogacona o świeżą nutę brzoskwini.
Jest mi trudno pisać o tych perfumach, ponieważ tę serię uważam całościowo za porażkę. Nie rozumiem idei kreacji zapachów, których kompozycja jest na poziomie niskiej półki, a sprzedawane są jako produkt luksusowy. W przypadku rodziny Mon Paris efekt ten osiąga rozmiary olbrzymie.
Przy Mon Paris Parfum Floral mógłbym się co najwyżej pokusić o stwierdzenie, że nie są totalnym ulepem syntetyczności. Na tle klasyka wypadają oczko lepiej. Przez to, że pojedyncze nuty nie są tak „sklejone”, to zapach zyskuje pewną mobilność. Zmienia się. Coś tam zaczyna pracować. Natomiast nie doświadczamy tu żadnych „czary-mary, hokus-pokus” i YSL nagle nie prezentuje arcydzieła sztuki. To dalej perfumy wtórne, tanie w wydźwięku, zasłodzone w kiepskim stylu, chociaż nie AŻ tak złe jak pierwowzór.

Perfumy mają schematyczną budowę: cytrusowe otwarcie z wyczuwalną landrynkową różą, później kwiatowo-ulepną frakcję owocowo-kwiatową (ale mniej ulepną niż w klasyku) i kiepską, zakurzono-mdłą bazę (lecz bez totalnej tragedii)
Opinia końcowa o YSL Mon Paris Parfum Floral
Jeśli ktoś przepada za tego typu kompozycjami, to polecam testy. I zaznaczam, że z całej rodziny Mon Paris, to prawdopodobnie byłby najlepszy zapach. Piszę „prawdopodobnie”, ponieważ w pamięci mam tylko strzępki poprzedników.

Kampania perfum Yves Saint Laurent Mon Paris Parfum Floral
https://www.youtube.com/watch?v=RIk_iKu__EE




