
Zapomniałem o jeszcze jednej, wartej uwagi premierze.
Kiedy na Instagramie @nezdeluxe robiłem relację z targów w Mediolanie, wspomniałem, że po pobieżnym teście nadgarstkowym nowe perfumy Dolce & Gabbana Dolce Peony sprawiły pozytywne wrażenie. Wzorem Beautiful Belle, należą do pogardzanej grupy zapachów – w tym wypadku owocowych i świeżych, ale nie landrynkowych.
Perfumy są bez wątpienia najciekawszą i najlepiej skonstruowaną pozycją z całej rodziny Dolce (która do tej pory szorowała po dnie). Dolce Peony pachnie bowiem nie tyle piwoniami, co stanowi ciekawy obraz akordów owocowych.

Za każdym razem, kiedy testuję te perfumy, od razu moje myśli biegną w kierunku perfum dla dzieci. Nie chodzi jednak o niską jakość, ale o bardzo radosny, rześki wydźwięk. Niby mamy owocową słodycz, ale na pewno nie jest to gruszka (deklarowana przez producenta w składzie). Owoce Dolce Peony są różowe, może czerwone, lecz nie są to też klasyczne tony malinowo-jeżynowo-truskawkowe. Znajduję tu pewną cierpkość połączoną z dużą dozą oryginalności. Powiem szczerze, że nie wąchałem tak ukutego akordu owocowego. Jest naprawdę inny od tego, co przedstawia rynek, a jednocześnie lekki i radosny.
Oczywiście, nie możemy mieć złudzeń, że jest to efekt gry naturalnych składników. Praca włożona przez perfumiarza była jednak duża, a jego umiejętności wysokie. Stąd wyczarowanie tak miłej dla nosa mikstury. Osobiście cieszy fakt, że kwiaty nie są bohaterem solowym. Przez to Dolce Peony unika fatalnie chemicznego wyrazu.

Kolejny plusem pozostaje fakt, że sama baza również nie zabija syntetycznością. W tym wypadku jest to zasługa jej małej mocy (podobnie było w recenzowanym ostatnio Coach Floral Blush). Liczy się jednak efekt – nie musimy brodzić w stertach kurzu lub chińskiego plastiku.
Opinia końcowa o Dolce & Gabbana Dolce Peony
Biorąc pod uwagę, że najlepsza z dotychczasowych premier linii Dolce – Dolce Garden – doszła do oszałamiającej noty 3,5/10, to Dolce Peony w moim nosie wędruje na szczyt (wśród perfum tej serii). Nie za jakieś ekstremalne doznania, które rzucają nas na podłogę, lecz za umiejętne zagranie syntetycznymi składnikami, które grają w ciekawy, dość naturalny sposób. Oczywiście, polecam testy.




