
Drugi z trzech debiutujących w Polsce zapachów sygnowanych nazwiskiem latynoskiej piękności.
Jennifer Lopez JLust okraszono kolejną opowieścią. Tym razem mamy perfumy dla kobiety tajemniczej, stylowej uwodzicielki. 🙂 🙂 🙂 Stąd motyw wężowej skóry.
W praktyce lądujemy w obszarze kwiatowo-owocowym i słodkim. Wiele cech wspólnych łączy JLust z JLove. Tutaj mamy jednak dominantę w postaci akordu pudrowego, ciepłego. Niestety, cały czas są to wrażenia chemiczne i ordynarne. Przykro to mówić, ale perfumy te pachną jak podróbki. Moje rozczarowanie jest tym większe, że dawne perfumy Jennifer Lopez potrafiły zaskoczyć na plus i wyróżnić się na średniej, celebryckiej półce.

Na akord owocowo-kwiatowy nałożono w JLust pokrywę czegoś kosmetycznego, ciepłego. Na początku przypomina to wręcz jakieś oranżadki w proszku. Później zaś skręca w stronę buduaru lalki barbie. Natomiast bez przerwy nos jest bombardowany syntetyczny akordem owocowo-kwiatowym, z którego trudno nawet wyłuskać pojedyncze nuty.
Co więcej, bez czytania oficjalnych materiałów nie byłbym w stanie wskazać żadnej konkretnej rośliny, której składniki weszły do formuły tych perfum. To jest po prostu miks syntetyków udających owoce, kwiaty, słodycz i puder.
Opinia końcowa o Jennifer Lopez JLust
Kolejne perfumy pani Lopez, które wypadają po prostu bardzo słabo. Nawet w kontekście półki średniej jest to tragedia taniości. Szkoda marnować ciało i nos na testy.




