
Po krótkiej przerwie czas dokończyć temat nowego duetu znanej amerykańskiej marki odzieżowej.
Abercrombie&Fitch Authentic for Men (Homme) prezentuje się o wiele ciekawiej niż wersja damska. Oczywiście, nie jest jakieś arcydzieło, ale kilka plusików zbiera.
Są to perfumy z kategorii drzewno-zakurzonej, czyli tej, w której mamy Sauvage i Invictusa. Nie porażają jednak chemią, a mają do tego pewne ciekawe akcenty. Bardzo ujmuje mnie kropla czegoś szyprowo-ziołowego, co z kolei pozwala doszukać się akcentów z dawnych lat w zapachu. Zakładam, że to pokłosie mchu i lawendy, choć trudno jednoznacznie ocenić. To jednak tylko niuans.

Kanwą Authentic Man pozostaje bowiem akord znany z setek męskich premier. Cytrusy na początku, później nuta ziołowo-przyprawowa i zakurzona baza. Tak samo było we wspomnianych wyżej bestsellerach Dior i Paco Rabanne. Różnicą jest to, że Abercrombie&Fitch bazę kreuję mniej chemicznie i z pewnymi czystymi, lekkimi akcentami. Momentami kompozycja zaskakuje też nieco wilgotną nutą – tak jakby jakieś zleżałe drewno włożyć do lodowatej wody. To jest efekt jak najbardziej pozytywny.
Opinia końcowa o perfumach Abercrombie&Fitch Authentic for Men (Homme)
Nie obcujemy tu z jakąś tragedią, ale zawsze mogło być lepiej. Na tle damskiej odsłony męska wersja wypada jednak lepiej. Można powiedzieć, że Authentic Man jest utrzymany w duchu marki A&F.




