
A to miła niespodzianka!
I może Jean Paul Gaultier Le Male Elixir nie jest aż tak dobry (w uniwersum słodziaków-ulepiaków) jak Givenchy Gentleman Society Ambree, ale prezentuje się znacznie wyżej niż klasyczna wersja. Oryginalny Le Male Elixir dostał 2,5/10. Obecny jest w gruncie rzeczy podobny. Zwłaszcza pobieżne testy mogą dać wrażenie identyczności, ale w mojej opinii dopracowano tutaj wiele detali, które finalnie przechylają szalę i pozwalają nazwać te perfumy dobrym produktem.
Po pierwsze, w Le Male Elixir Absolu mamy bardzo wyraźną nutę spalono-irysową, która upodabnia go do serii Dior Homme (tej dawnej). W spisie nut nie ma o tym ani słowa, ale uwierzcie mi, że to efekt naprawdę mocno zaznaczony. Trwa jednak krótko, podobnie jak w Dior Homme Parfum 2025. Na szczęście, później kompozycja podąża w swoim kierunku i pokazuje naprawdę sporo ciekawych nut, a nie wpada w otchłań taniej chemii.
Oczywiście, DNA klasycznego Elixir’u jest nie do zaprzeczenia. Tony tonki, wanilii i ISO E Super to podstawa kompozycji niemal od startu po metę. Kiedy opadnie nuta a’la irysowa rysuje się też wątek owocowo-likierowy. Trochę jakby wiśniowy tytoń zmieszać ze słodzonym absyntem. Żaden z tych składników nie jest deklarowany przez producenta, ale doceniam, że nie jest to kolejna płaska i nudna kompozycja, której nie da się odróżnić od pozostałych nowości z męskich półek.
Później mamy subtelny wątek barberski. To skrzyżowanie efektu lawendy z nutami drewnianymi. Pewnie są to syntetyki, ale nie brzmią tragicznie. Przypominają wręcz niszowe złożone z Tulaytulah Obscur, o których pisałem wczoraj. Nie są to jakieś wyżyny sztuki, lecz całość brzmi ok.
Jeszcze dalej Le Male Elixir Absolu nabiera złocisto-ambrowych nut wykończonych waniliną i kumaryną – głównymi molekułami wanilii i tonki. Ta baza brzmi nieco masowo. Punkty zbiera dla niej jednak wątek skórzano-drzewny, ciepły, który przemyca też cień wygrzanych, słodkich pestek cytrusów. W tych dalszych etapach przeszła mi przez myśl też guma turbo i struga powietrza znad rozgrzanej żywicy (ale jeszcze nie dym).
Ostatnią myślą była lawenda w odsłonie mlecznej i aptecznej jednocześnie. W tym wątku widzę podobieństwo do Burberry Goddess Intense.
Co więcej, baza nie brzmi tak tragicznie jak w klasycznym Le Male Elixir. Jest syntetyczna, ale ma też dużo wątków drzewnych, wygrzanych, ambrowo-miękkich z piżmem, ale i paczulą, i jakimiś ciasteczkiem.
Opinia końcowa o perfumach Jean Paul Gaultier Le Male Elixir Absolu
Najważniejsza różnica między klasycznym Le Male Elixir a Le Male Elixir Absolu jest większe dopracowanie kompozycji. Z podobnych składników otrzymaliśmy tym razem woń zmienną, żyjącą, która zaskakuje bogactwem obrazów i wyróżnia się na plus w rodzinie słodziaków-ulepiaków. Oczywiście, nie jest tak, że to nagle jakieś objawienie, ale na tle całego uniwersum wyróżnia się pozytywnie.
I uwaga! Mam rekord, ponieważ pełna nazwa tych perfum to: Jean Paul Gaultier Le Male Elixir Absolu Parfum Intense

Kampania perfum Le Male Elixir Absolu




