
Po 15 latach przerwy na bloga wraca marka Majda Bekkali.
Powodem tego wskrzeszenia są jaj najnowsze perfumy – Tulaytulah Oscur. Od razu napiszę, że nie znam klasycznej wersji sprzed kilku lat, więc niniejsza recenzja jest bez powiązań z nią. Trochę szkoda, ale czasu nie starczyłoby mi na wszystko, gdybym miał też testować pierwowzory.
Zatem Tulaytulah Obscur to woń, w której widzę cztery elementy. Mamy piaskową wanilię o skórzanej barwie. Tego typu akordy mogliśmy znaleźć w YSL Babycat, Tom Ford Eau de Ombre Leather czy Moncler Pour Femme. Nie jest to natomiast akord tak dobry jak w wymienionej trójce.
Po drugie, na początku sporo jest kandyzowanej nuty owocowej w męskim stylu. Coś jakbyśmy zrobili likier z owoców Aventusa.
Po trzecie, sporo przypraw, które wnoszą gorycz w głowie i sercu. Po czasie wątek przyprawowy ociepla się i nabiera delikatnie cynamonych, tytoniowo-miodowych brzmień. Niestety, podkręconych elementami męsko-ambrowymi nie najwyższych lotów.
Po czwarte, mnóstwo jest tu molekuł imitujących drewno sandałowe o barberskim zacięciu. Ta baza żywo przypomina podróbki perfum typu Le Male sprzed 20-30 lat i jest najmniej szlachetnym punktem tego zapachu
Opinia końcowa o perfumach Majda Bekkali Tulaytulah Obscur
Majda Bekkali przedstawia pachnidło, które stylistycznie nawiązuje do męskich perfum Roja Parfums (typu Apex, Manhattan). Wykonanie jest tu jednak na niższym poziomie i jakość składników też mnie nie zachwyca.




