
Pojawił się już pierwszy flanker wielkiej, męskiej premiery z zeszłego roku.
Prada Paradigme Le Parfum to perfumy, które spadają bardzo blisko klasycznej wersji Eau de Parfum. Kierunek, w którym zeszły zmiany, jest logiczny, możliwy do przewidzenia i nudny. Skoro w nazwie użyto „le parfum”, to znaczy, że mamy oczekiwać zwiększenia mocy i dodania bardziej treściwych nut. I tak się faktycznie dzieje. Było to zagranie oczywiste, jeśli weźmiemy pod uwagę, że Eau de Parfum miała sporo lekkości (w sensie, że nie była maksymalnie zasłodzona) i nie była typowym ulepem. Było zatem miejsce na dociążenie formuły.
Dramat polega na tym, że nawet Le Parfum są perfumami pozbawionymi ikry, oryginalności i jakiegokolwiek elementu, który odróżniłby ten zapach od przytłaczającej większości nowych premier. Tony molekuł ambrowych, kumaryny, słodkości i syntetyków drzewnych to jest recepta, która wyszła spod skrzydeł księgowego, a nie perfumiarza. Dalej bardzo dużo jest tu wrażenia zakurzonej ambrowości (a nie słodzików), więc jednak nie jest to szczyt ulepu. A to pozwala założyć, że kolejna edycja – Elixir 2027 – będzie już typowym słodziakiem-ulepiakiem.
Opinia końcowa o perfumach Prada Paradigme Le Parfum
To jest mieszanka czysto komercyjna, która spodoba się większości w perfumerii. Podobnie jak pierwsze edycja, również Paradigme Le Parfum jest dla mnie ucieleśnienim sztampy, tanich formuł i składników, i braku charakteru.

Kampania perfum Paradigme Le Parfum




