
W końcu udało mi się też poświęcić kilka chwil kolejnej nowości z serii niszowej Armaniego.
Armani Prive Oud Nacre jednak mnie nie porwał. Oczywiście, to perfumy ładne i na pewno odniosą wielki sukces, ale w praktyce stoją kilka poziomów niżej od innych oudowych propozycji tej kolekcji (większość, niestety, została już wycofana z produkcji).
Po pierwsze, to akord oudowy, który powstał bez udziału naturalnego oudu. To akurat fakt, a nie wada. Propozycja wykreowana przez Alberto Morillasa jest jednak skrajnie wygładzona, przyjazna i bardziej przypomina akord waniliowo-piżmowy niż oudowy.
Po drugie, w zapachu jest bardzo dużo molekuł drewniano-waniliowych, które sięgają w obszary wyznaczone przez YSL Babycat czy Tom Ford Eau d’Ombre Leather. W przypadku Oud Nacre jest to jednakże wrażenie słabe, a cały akord zdaje się przykryty warstwą kurzu i pyłu jakichś słodzików.
Później dochodzi do tego miks molekuł ambrowych, które użyto w nadmiarze. Jest zatem głośno, przyjemnie i komercyjnie.
Opinia końcowa o perfumach Armani Prive Oud Nacre
Jakiegoś szczególnego luksusu, oryginalności czy wyrafinowania jednak w nowej kompozycji nie znajduję. To kopia popularnych nut, która nie wyróżnia się niczym szczególnym i nawet nie jest w połowie tak dobre jak dawny Oud Royal.

Kampania perfum Oud Nacre




