
Przyznam, że już dawno żadne perfumy nie zrobiły na mnie tak wielkiego wrażenia.
Klasyczna Barenia EdP otrzymała wysoką ocenę. To samo tyczy się wersji Intense. Hermes Barenia Pleine Fleur dokłada jednak kilka cegiełek i wyprzedza je wyraźnie. O ile edycja wzmocniona była przesunięciem w stronę słodyczy, o tyle Pleine Fleur podąża w drugą stronę – w kierunki zieleni i chłodu. Zapach ma zatem znacznie bliżej do klasyka i dzieli z nim naprawdę sporo elementów. Nie jest jednak mało znaczącą kopią. Dużo tu puzzli nowych i nowatorskich.
Powiedzieć, że to perfumy liliowe, to za mało. Nie jest to bowiem ani lilia słoneczna i olejkowa, ani chłodna i pogrzebowa. Obraz tego kwiatu jest frapujący, ponieważ eksploruje i obszary zielono-kwiaciarniane, i bardziej przyprawowe. Jest w tej lilii pierwiastek ognisty, nieco w stylu Tom Ford Lys Fume. O ile dawne arcydzieło Toma Forda było jednak rozgrzane i nadpalone, o tyle w Barenia Pleine Fleur czuć energię i mięsistość liliowych łodyg, które nasycone są życiodajnymi sokami.
Widać też drogą torebkę, której dno spowija sucha paczula, mech i trochę zimnych kamieni. Wszystko jednak pozostaje eleganckie, wytworne i bardzo hermesowskie. Przy noszeniu globalnym można wręcz posądzić Christine Nagel o pewne przemycenie wątków Chanel No.5 i chłodu aldehydów, choć tutaj są one w nowoczesnym wydaniu. Jeśli poczujemy delikatną cierpkość niedojrzałych owoców, to również nie będzie to błędem. Wątki te jednak są mniej widoczne niż w klasyku. Przykrywają je nuty liliowe i liściaste.
Z tej zieleni robi się później coś nieco ziołowego i żelazkowego w stylu H24, a jeszcze dalej żelazko muska klimaty magla, który z kolei staje się wonią drzewną i wytrawnie-suchą. Pojawia się cień pieprzu i kaszmiru. To zaś rodzi jasne podejrzenia, że również w tej Barenii mamy do czynienia z Akigalawood. Absolutnie jednak nie wchodzimy w klimaty Bischa.
Fundament jest jasny, jakby wręcz promieniał światłem i czymś metalicznym jakby na drewno wysypać opiłki metalu. To efekt rzadko spotykany w perfumach i bez dwóch zdań ciekawy.
Opinia końcowa o perfumach Hermes Barenia Pleine Fleur
Według mnie i dla mnie to najlepsza i najbardziej dopracowana z odsłon Barenii. Fakt, że jest najświeższa nie powinien w żadnej sposób wpływać na osąd. Takie odświeżenia to dla mnie dowód na wielkie umiejętności perfumiarki i dbałość o detale. Brawo!
Szkoda tylko, że nuta lilii nie jest ceniona w świecie perfum i pozycja ta nie zdobędzie wielkiej popularności, i docelowo zostanie za kilka lat wycofana z produkcji…

Kampania perfum Barenia Pleine Fleur




