
Kolejna nowość tej marki poświecona jest tytoniowi w kakaowej wersji.
W szał jednak nie zostałem wprowadzony, ponieważ zapach jest zdominowany przez bób tonkę i generalnie kumarynę. Tom Ford Tobacco Chocolat nie jest ani szczególnie czekoladowy, ani szczególnie tytoniowy. Nie jest też podobny do Tobacco Vanille, choć stara się nawiązywać do ich ogólnego wydźwięku. Blisko mu też do męskich perfum skórzano-tonkowych z półek mainstreamu. Gdybym jednak miał porównać je do jednej kompozycji, to powiedziałbym, że na początku to podróbka Guerlain Tonka Imperiale lub Amen Pure Malt. Chodzi o to, wąchając te perfumy, to mam przed oczyma dużo kumaryny w otoczeniu słodko-migdałowym. Tytoń to dalsze skojarzenie, a ta czekolada do bazy nie chce wyjść na czołowy plan.
Być może to zasługa tego, że wszystkie składniki plotą się we wrażenie skórzaności, lecz w nie jakoś bardzo ekskluzywnej formie. Wyraźnie ciążą w stronę męskości.
W sercu występuje pewien element miodowy, a w bazie paczula z molekułami ambrowo-drzewnymi. W spisie nut umieszczono Akigalawood, ale nie jest to wątek widoczny.
Do tego w bazie, oprócz paczuli, nachodzą na to wszystko jakieś molekułowo-drzewno-mdłe nuty z tonem mlecznej czekolady, nie kakao. I dopiero dalej zmienia się to coś na kształt gorzkiej, truflowej praliny przyprószonej kakao. Jest to pozytywna zmiana, ale nie na tyle, że zmienić ogólnie średni obraz tej kompozycji. Błyski Tobacco Vanille są też tutaj widoczne, ale nie w jakimś wielkim zakresie.
Opinia końcowa o perfumach Tom Ford Tobacco Chocolat
Perfumy przecięte, które nie realizują tematu w sposób zadowalający. W porównaniu do ostatnio opisywanych: Maison Crivelli Tobacco Carnaval i Amouage Elsewhere, wypadają blado.

Kampania perfum Tobacco Chocolat




