
Odważny krok!
Christine Nagel daje światu kolejne perfumy, które bazują na żywicy galbanum. Jej zielony, trudno-ostry aromat zdobi tę kompozycję tak wyraźnie, że nawet brak tej ingrediencji w spisie nut nie jest w stanie zmylić nosa. Hermessence Ginseng Biloba to zatem zapach galbanowy.
Jest też bardzo aromatyczny, ziołowo-zielony i mszysty. Muska klimaty zimnego szypru w bazie. Nie zdziwiłbym się, gdyby w formule wykorzystano miętę, szałwię i bazylię. Dużo jest tu parnej, zielonej paczuli. Bardzo wyraźnie podkreślone są też tony geraniowo-różane, które z kolei przypominają mi pewne kosmetyki Sisley, które również nań bazują.
W sercu pojawia się nuta żelazkowa rodem z H24. A później obcujemy ze zmielonymi ziołami, z których zrobiono jakiś drogi puder do ciała. Z czasem też pojawia się coraz więcej tonów herbacianych. Nie jest to jednak herbata zielona i świeża. Nie jest też typowo czarna i gęsta. To raczej napar zawieszony w pół drogi między tymi dwoma skojarzeniami, lecz z dodatkiem szczypty gorzkiego kakao. Równolegle do niej gra akord pudru ziołowego, który nabiera odrobinę kwiatowej słoneczności. To jednak efekt na tyle niewielki, że Ginseng Biloba nie traci zielonego wydźwięku. Może też kojarzyć się z nutą mydlaną, ale to ciche echo.
Fundemant jest bardziej zasuszony – jakby wystawiona na słońce czarna herbata została zmieszana z melisą i płatkami geranium. Jest w tym akordzie coś niebywale szlachetnego i kojącego.
Opinia końcowa o perfumach Hermes Ginseng Biloba
Piękna, szlachetna interpretacja zieleni, która prześciga większość ostatnich premier z kolekcji Hermessence. Prawdę mówiąc, byłem niemal przekonany, że będzie to kolejny średniak, ale tym razem Christine Nagel zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie.
Z obecnie dostępnych premier mógłbym porównać ten zapach do Ikara i, zwłaszcza, Huberta marki Sisley.

Kampania perfum Ginseng Biloba




