
Euphoria Blush to nowa, formalnie wiosenno-letnia odmiany klasycznej wody perfumowanej Calvin Klein Euphoria.
Zasada w tym przypadku jest dokładnie taka sama, jak w poprzednich wariacjach: więcej różowej słodyczy, mniej ambitnych i dość trudnych tonów pierwowzoru. Efekt jest możliwy do przewidzenie nawet bez wąchania samej kompozycji. W moim przypadku było tak, że dokładnie wyobraziłem sobie, jak pachnie Calvin Klein Euphoria Blush. I się nie pomyliłem.
Płyn o tym aromacie mógłby znaleźć się w opakowaniu Jennifer Lopez, Rihanny, Playboy’a czy Oriflame’u. To uniwersalna, różowa słodycz, która jest jednostajna, płaska i dość nijaka. Jako wielki fan Euphorii, uważam, że to trochę oszukiwanie klientów, ponieważ jakość większości flankerów jest znacznie niższa niż pierwszej edycji.

Spis nut brzmi kusząco, ponieważ zawiera czekoladę, malinę, kwiaty. Niestety, jego wykonanie i gra jest po prostu słaba. Nie ma w kompozycji naturalności. Czuć, że wszystko jest niemrawe i skrojone pod pierwsze wrażenie przy sklepowej półce. Zatem mamy sporo owocowo-gourmandowej słodyczy z tonami cytrusowymi (co prawda nie są deklarowane w oficjalnych nutach, ale jestem tego na 100% pewien). A później już wszystkie zmierza w kierunku płaskości, taniości i wtórności.
Opinia końcowa o perfumach Calvin Klein Euphoria Blush
Różano-owocowa słodycz zaprezentowana w najbardziej wtórnym i chemicznym z możliwych wydań. Potwarz dla wielkości klasycznej Euphorii.

Kampania perfum Calvin Klein Euphoria Blush




