
Uważam, że to ciekawe perfumy.
Co prawda chemiczne po zbóju, że aż nos wyżera, ale z pomysłem. To trzeba docenić. W naszym trójpodziale męskich perfum umieściłbym je pomiędzy słodziakami a drewniakami. Natomiast nie jest tak, że Issey Miyake Fusion d’Issey po prostu tam pasuje jak puzzel. Nathalie Lorson – bez dyskusji wielka perfumiarka – pokusiła się o sporą dozę szaleństwa i oryginalności.
Zanim przejdę do opisu trzeba wyraźnie napisać, że Fusion d’Issey ma ramę bardzo nudną i wtórną – taką ja tysiące perfum męskich ostatnich lat – i jak wiele limitowanych edycji Issey Miyake. Obok tej nudy prezentowana jest jednak gra.

Na początku wydawało mi się, że czuję nuty drzewno-kadzidlane na modłę Dior Sauvage Parfum czy Azzaro Visit. Później się okazało, że w opisie ich nie ma. Przypomniałem sobie wówczas, że jak ksiądz chodził po kolędzie, a skończyło się w domu kadzidło, to paliło się jakieś zioła, które miały imitować ten zapach. I tutaj na początku też jest coś takiego. To jednak sekund kilka.
Później robi się megasłodko i nieco elektronicznie. Jestem w stanie sobie wyobrazić, że tak mogłaby pachnieć jakaś zapachowa plazma w reaktorze termojądrowym. Z tego drzewnego i słodkiego syntetyku wyrasta coś na modłę aromatu ksero i świeżo rozpakowanego, nowego laptopa. O dziwo, w miarę upływu czasu Fusion d’Issey zyskuje na naturalności i jestem w stanie po wielu godzinach dopatrzeć się tutaj nuty owocu figi.
Kokos wyczuwam raczej na początku (ale też nie na samym początku), a figa – druga z nut koronnych – pojawia się dopiero później. To ciekawy zabieg, bo prawie zawsze owoc ten zdobi początek perfum, a w bazie oddaje miejsce nutom drzewnym i kremowym. Ma też dość naturalny wydźwięk. Momentami plecie się z aromatem nadpalanej, rozgrzanej obudowy znicza (kto wąchał, ten wie, że to pozytywny, lekko słodki, trochę mdły zapach).
Baza jest też ciekawa i na wysokim poziomie.
Opinia końcowa o perfumach Issey Miyake Fusion d’Issey
Jestem pod sporym wrażeniem walorów technicznych i zapachowych tej kreacji. Nie spodziewałem się kreacji tak skomplikowanego pachnidła na tej półce cenowej. Polecam testy, bo jest szansa, że na kimś może zapachnieć rewelacyjnie. Fusion d’Issey ma potencjał niczym dawny niebieski klasyk.




