
Kolejny zapach tej firmy okazał się pozytywnym zaskoczeniem
Memo Abu Dhabi to bogata, dymno-drzewna woń pełna przyprawowego ciepła. Jest rozkoszna od pierwszego psiknięcia po późną, ambrową bazę. To wspaniały przykład, jak łączyć składniki syntetyczne (nawet te niezbyt drogie) z różnymi substancjami naturalnymi, aby osiągnąć spektakularne efekty. Właśnie to jest wyznacznikiem jakości perfum. Do tego dodajmy zdolności twórcze i talent perfumiarza, żeby zrozumieć, co odróżnia perfumy słabe od dobrych. A te są więcej niż dobre!
Początek mają kardamonowy, cynamonowy, czekoladowy. Piękny. Tli się. Dymi. Trzeszczy. Przypomina bulgoczący napar kawy z plejadą przypraw i kadzideł oraz samego oudu. Jest bogato, ale spójnie. Po kilku chwilach wszystko się uspokaja. Tafla staje się ledwie falująca. Rozgrzewające przyprawy zaczynają się złocić i nabierać miękkiej faktury. W składzie Abu Dhabi nie mamy cynamonu, ale powiedziałbym, że występuje tu jego efekt. Całość można przyrównać do Dior Dolce Vita lub Prada Soleil Au Zenith wrzuconych do kociołka pełnego kadzideł, żywic i drewna. I choć moc kompozycji pozostaje duża, to jej wydźwięk wcale nie jest trudny. Wszystkie puzzle złożono tak, że niosą same pozytywne odczucia.
Serce Abu Dhabi jest bardziej słodkie. Poziom spokoju rośnie, ale za tym podąża szalenie miłe i komfortowo-ciepłe wrażenie kokonu. Trzeba jednak podkreślić, że na żadnym etapie perfumy Memo nie staję się słodziakiem. Wytrawne drewno bez przerwy gra w tle i nie pozwala smakowitym akordom (daktyle, śliwka, wanilia) zdominować kompozycji. Co więcej, jest w kompozycji pewna szorstkość generowana przez wetiwer i paczulę. Dużo się tu dzieje.
Po czasie znowu pojawiają się smugi dymu, a zapach przechyla się w stronę żywiczną. Słodkie składniki stają się bardziej wędzone lub zasuszone. Cukier przechodzi na dalszy plan. Po 5-6 godzinach Abu Dhabi prezentuje wspaniałą, ambrowo-żywiczną bazę. Życzyłbym sobie, aby perfumiarze właśnie w taki sposób wykorzystywali ambrowe syntetyki. Wśród oficjalnie deklarowanych w składzie mamy Ambrofix i Ambrexolide, ale to podaję tylko tytułem ciekawostki, bo nie ma to znaczenia. Fundament Abu Dhabi pachnie bowiem drzewnie, ciepło, odrobinę dymnie i trochę jak palony bursztyn. Na pewno wielka w tym zasługa prawdziwego labdanum, paczuli czy balsamu fir (jodłowego). Warto jednak podkreślić, że końcówka jest bezpiecznie kremowa, nieomal jak drewno sandałowe. W składzie nie jest jednak deklarowana ta nuta.
Opinia końcowa o perfumach Memo Abu Dhabi
Jestem bardzo pozytywnie zaskoczony tą premierą. Myślę, że fani ambitnych dymów, oudów i przypraw będą nią ukontentowani. To znacznie bardziej wartościowa premiera niż poprzednia nowość – Indian Leather.

Kampania perfum Abu Dhabi




