
Jest bajkowo!
W kategorii perfum kadzidlanych to istny majstersztyk. Estee Lauder White Linen Oud Legacy to bowiem perfumy, które z klasykiem mają wspólny początek. Z oudem łączy je serce. A cała baza to ukłon w stronę kadzidła frankońskiego i dymiącego labdanum w stylu Tom Ford Sahara Noir. Warto podkreślić, że ten produkt rozpatruję jako flanker pierwotnych White Linen, a nie słabych, pościelowo-chemicznych White Linen Legacy.
Siłą tej kreacji jest to, że moc, bogactwo i jakość wrażeń nie spadają po czasie. A po wielodniowych testach mogę wręcz napisać, że rosną, bo fundament jest najmocniejszą fazą kompozycji. A o tyle jest to zaskakujące, że początkowe fazy i pierwsze testy nie były tak spektakularne. Pamiętam, że po pierwszej aplikacji na skórze wydawało mi się, że jest to klasyczne White Linen wzbogacone o akord szafranowo-różanego oudu w nieco drewnianym, wytrawnym stylu. Ot, jakby dodać kroplę Montale Black Aoud do butelki klasyka. To znaczy, wszystko jest jakości świetnej, ale nie zaskakuje. Jest zgodne z nazwą i klimatem tej kolekcji.
Na początku perfumy te mogą zniechęcić z tego powodu. Mają retro ton. Metaliczne aldehydy prezentowane są tu w stylu nie tyle pościelowo-czystym co chanelowskim z nutą chłodnego buduaru, którego nikt nie ogrzewał podczas syberyjskiej zimy. I te wszystkie pomadki, pudry i kremy zamarzły na kość. Po krótkim czasie pojawia się mszysta zieleń. Na początku zimna. Później chłodna, letnia, aż w końcu zaczyna się ocieplać. Wówczas temperatura całości również rośnie. White Linen Oud Legacy zaczyna pachnieć w suchy, aptecznym oudem i suchymi przyprawami, które najbardziej przypominają szafran. Wszystkie pierwiastki retro umykają, a kompozycja staje się nowoczesnym dziełem na miarę żywicznych niszowych flagowców.
Nutą główną staje się następnie labdanum. Ciepła, ambrowa żywica przyjmuje tu formę mroczną, zapaloną, pełną miękkiego dymu. Głębi dodaje jej kadzidło frankońskie, ale raczej nie wchodzi na pierwszy plan. Jest natomiast na tyle wyraźnie, że skojarzenia kościelne mogą się tu wyraźniej pojawić. Na tym etapie propozycja Estee Lauder może kojarzyć się z Tom Ford Sahara Noir, Rouge Bunny Rouge Embers czy Donna Karan Black Cashmere. Nie zdziwiłbym się, gdyby perfumiarzem stojącym za tą kompozycja okazał się Rodrigo Flores Roux. Niestety, tej informacji nie mogę zweryfikować.
Te skojarzenia budzą też podejrzenia dotyczące innych składników, które nie są deklarowane w oficjalnych spisach nut. Mogą tu być goździki, może być paczula, styraks lub benzoin, może cedr i sandałowiec, może cynamon i wanilia… Baza nie na absolutnie żadnych chemicznych czy zakurzonych wątków. Pachnie szalenie szlachetnie. Nie jest przy tym niszowo offowa, a właśnie piękna. Takie samo zjawisko dotyczyło zresztą Mrocznej Sahary Toma Forda.
Opinia końcowa o perfumach Estee Lauder White Linen Oud Legacy
Bez wątpienia to odważna, wyjątkowa kreacja, która na pewno zapadnie w pamięć. Jej początek i koniec to dwa, totalnie odmienne światy. Każdy jednak jest dopracowany i zachwycający.

Kampania perfum White Linen Oud Legacy




