
W 2020 roku na rynku debiutowała klasyczna wersja tych perfum. Była całkiem dobra, jeśli weźmiemy poziom ówczesnych premier mainstreamu.
Po 5 latach pojawia się odsłona wzmocniona – Mont Blanc Signature Elixir. Jej DNA jest mocno zbliżone do klasyka, który wyróżniał się konceptem na tle konkurencji. Tutaj też głównym wątkiem pozostaje waniliowe piżmo, ale nie w odsłonie słodkiej lub spożywczej. To bardziej efekt chmurkowy, pudrowo-miękki. Udało się to jakoś tak spleśc, że nie brzmi to ekstremalnie syntetycznie lub pyliście, choć z drugiej strony musimy mieć świadomość, że naturalnego absolutu wanilii na pewno tu nie ma.
Zapach ma w sobie frakcje słoneczno-mleczkowe. Trochę kojarzy się z opalaniem. Jeśli ktoś kojarzy biała kolekcję Toma Forda z nutą orchidei, to tutaj znajdzie ten klimat. Signature Elixir jest jednak wonią bardziej toporną. To znaczy, że jest wzlędnie mało zmienna i raczej monotematyczna. Z drugiej strony, robi pozytywne wrażenie i podczas chodzenia w niej cały dzień do nosa dolatują co raz smużki zapachu. Wnioskuję, że ma większą moc od klasycznej odsłony, choć nie jest tak zmienna i dopracowana jako całość.
Opinia końcowa o perfumach Mont Blanc Signature Elixir
Marka Mont Blanc naprawdę potrafi przedstawić dobre perfumy i Signature Elixir jest tego kolejnym przykładem. Nie jest to jednak żadne arcydzieło sztuki perfumeryjnej.

Kampania perfum Signature Elixir




