W tym roku jedna z największych gwiazd muzyki popularnej wprowadziła do Polski trzy nowe zapachy (ich światowa premiera miała jednak miejsce w 2013 roku).
Dzisiaj o pierwszym z nich. Jennifer Lopez JLove opisywane są jako idealne perfumy dla kobiet pewnych siebie, zmysłowych i eleganckich, świadomych własnego seksapilu. Motywem graficznym w tym produkcie uczyniono lamparcie cętki, które mają utożsamiać sam aromat.

Na tym, niestety, kończy się kariera JLove, ponieważ nawet jak na standardy półki celebryckiej, są to perfumy kiepskie. W skrócie, można napisać, że zapach ten pachnie jak syrop owocowy, który posypano pylistą, zakurzoną i słodzikowatą wanilią. Perfumy są bowiem słodkie, ale w stylu znacznie gorszym niż choćby kompozycje marki Playboy czy Nike. W tym miejscu polecam dawny artykuł o perfumach ananasowych, ponieważ to właśnie ten owoc jest anonsowany jako aktor pierwszego planu.
Cała konstrukcja tego „dzieła” zdaje się zrobiona z chińskich plastików i jakichś tanich odpowiedników naturalnych ingrediencji. Pewnym plusem jest to, że perfumy żyją na skórze. Najpierw są inwazyjne i ulepne, a kończą w rytmie nieomal męskim, zakurzono-drzewnym z jakiś metaliczno-mdłym podtonem.

Opinia końcowa o perfumach Jennifer Lopez JLove
Chciałbym móc zarekomendować testy, ale jakość tej kompozycji jest po prostu tragiczna. Przyznam, że liczyłem na coś ciekawszego, ponieważ nowa linia piosenkarki jest dość droga jak na standardy półki średniej (130 zł/30 mL). Jakościowo JLove wypada nawet nie kiepsko. Pachnie jak najbardziej poślednia tanioszka.

Kampania perfum Jennifer Lopez JLove
Jennifer Lopez mówi o JLove:




