
Kolejne łzy płyną po wycofaniu serii Secrets d’Essences…
Jedną z ostatnich nowości tej linii były perfumy Yves Rocher Rose Oud. Wyczarowała je Annick Menardo. Słowo „wyczarowała” nie jest tu użyte z przesadą. Taka kompozycja za taką cenę, to naprawę magia. Trzeba jednak uczciwie powiedzieć, że to nie są perfumy oudowe. Cień żywicy agarowej (o tym, czym jest oud już pisałem) poczujemy gdzieś w tle. Natomiast nie ma to żadnego znaczenia w kontekście tego, jak rzeczywiście pachną.
To pokryta cieniem czerwona róża z cynamonem, goździkiem i sporą ilością cukru. Przypraw jest tu niebagatelna ilość. Zjawisko to dotyczy również drewna. Dość powiedzieć, że Rose Oud to podróż to ciepłego lasu, w którym rosną i cedry, i sandałowce. Pomijam fakt, że ze geograficznego punktu widzenia to niemożliwe, ale jeśli ktoś wąchał Shiseido Feminite du Bois, to tutaj odnajdzie ten sam klimat.

Można powiedzieć, że Yves Rocher zrobił z Rose Oud słodziaka różano-drzewnego, ale nie do końca jest to prawda. Cukier w tej kompozycji jest oczywiście obecny, ale jego szlachetność sięga gwiazd. Momentami faktycznie czuć konfiturę różaną, lecz to trochę tak, jakby ktoś zerwał dla niej jakieś najdroższe, najrzadsze kwiaty rosnące na drugim końcu świata. Szalone piękno!
Opowieść roztoczona przez ten zapach jest zresztą kosmiczna przez cały czas. Od cynamonowej róży aż po nieco nadpaloną, kadzidlaną bazę. Fundament trochę zbyt mocno odkrywa syntetyczny oud, ale to nie jest wadą. Równolegle do niego gra wiele innych składników, których nie znajdziemy w oficjalnych materiałach. Co dziwne, piękne i zaskakujące, naprawdę czuć tutaj czystek labdanum. To kosmos, ponieważ ostatnim zapachem mainstreamu, w którym był wyraźnie wyczuwalny w naturalnej formie była Sahara Noir. Spokojnie można powiedzieć, że efekt ten z nawiązką rekompensuje nieco fałszywą grę oudu.

Opinia końcowa o Yves Rocher Rose Oud
Bajka, magia i coś niesamowitego. Jeśli znajdziecie gdzieś flakonu, to polecam kupować nawet w ciemno, bo warto…
I jeszcze kwestia negatywnych opinii, których przeczytałem sporo… Wynikają one tylko z tego, że ktoś, kto używa lekkich, białych i syntetycznych kompozycji kwiatowych (a taki jest przeciętny zapach ze średniej półki), w życiu nie użyje i nie doceni tej kompozycji…
W ogóle, w serii Secrets d’Essences nie ma nawet dobrych perfum. Wszystkie można śmiało nazwać dziełami sztuki perfumeryjnej – bardzo dobry, a nawet więcej.




