
Balmain wraca do gry!
Jakiś dyrektor kreatywny pozazdrościł sukcesów marce Jean Paul Gaultier i udał się do Quentina Bischa. Powiedział tak: „Słuchaj, Quentin. Zrób nam perfumy takie, jakie robisz dla JPG, ale zmniejszmy budżet, i wyeliminujmy wszystkie trudniejsze nuty. Ma być gładko i żeby każdemu się spodobało.„. To oczywiście fikcyjny scenariusz, ale tak właśnie mogła wyglądać rozmowa przedstawicieli marki Balmain z Quentinem Bischem. Tym sposobem powstały pierwsze mainstreamowe perfumy po przejęciu marki przez koncent Estee Lauder – Balmain Destin.
Zapach jest słodki, kwiatowo-owocowy, na paczulowej, miękkiej bazie z Akigalawood. Formalnie w składzie nie ma wanilii, ale perfumy budzą takie skojarzenia. To taka pylista, pudrowo-słodka wanilia z nawiązaniami do Goddess i Devotion, ale „słabiej”. Najmocniej jednak kompozycja przypomina wszelkie premiery spod szyldu Scandal czy La Belle (pomijam te lepsze, bardziej charakterystyczne).
Balmain Destin to zapach nurtu słodkiego, słodzikowego wręcz. Powstał na tej samej zasadzie, na której powstało La Vie Est Belle, Si, Flowerbomb, Miss Dior, Libre, Mon Guerlain… Każda damska firma musi mieć taką pozycję w ofercie. Wymienione miały jednak elementy charakterystyczne: irysy, paczulę z porzeczką, lawendę. W przypadku Destin tego nie ma. Zapach jest bezpieczny do bólu. Deklarowana w spisie nut truskawka zdobi tylko początek i nawet nie zbliża się do tej z Burberry Her, Armani Si Passione Red Musk czy Miutine. Lepiej wygląda też niszowe Ex Nihilo Spiky Muse.
Później zaś zostaje tylko ta nuta a’la waniliowa z toną ambrowych, piżmowych molekuł i Akigalawood. I to brzmi bardzo płasko i bez charakteru. Fundament zbliża się do perfum niskiej półki: Heidi Klum, Missoni, Liu Jo…
Opinia końcowa o Balmain Destin
Jest to zapach zbędny, który nie wnosi absolutnie nic do pachnącego uniwersum. Nie zostanie zapamiętany. Pachnie płasko i nijako na tle rynkowej konkurencji, ale jest też totalnie niekontrowersyjny. To takie zasłodzone, masowe tło tłumu…

Kampania perfum Destin




