
W świecie perfum mainstreamowych to jedna z najważniejszych premier. Sklepy już ostrzą sobie zęby na przewidywane strumienie euro, dolarów i złotówek, które dla nich zarobi…
Oczekiwania są na pewno ogromne, kiedy weźmiemy pod uwagę ostatnią w pełni niezależną nowość tej firmy, czyli La Vie Est Belle. Czy Lancome Idole sięga poziomem do tej i innych, wybitnych kompozycji tej firmy?

Nie będzie zapewne zaskoczeniem do nikogo, że moja recenzja jest negatywna. To z przyczyn co najmniej kilku. Po pierwsze, nowe perfumy Lancome są próbą powtórzenia sukcesu Dior J’adore. Mamy zatem subtelny powiem kwiatów, odrobinę słodyczy, jakieś owoce, ale wszystko lekkie i zwiewne. Żeby było ciekawiej, zespół perfumiarzy zawarł tutaj różę i jaśmin połączony gruszką. To bezczelna kopia rozwiązania, które oryginalnie (w 1999 roku) wyczarowała Calice Becker i które później modyfikował naczelny „nos” Diora – Francois Demachy.

Po drugie, Lancome Idole pachną gorzej (nieznacznie) od J’adore. Są tańsze, bardziej chemiczne. Wąchając je z ciemno można śmiało uznać, że to perfumy w niskiej półki jakiejś marki katalogowej. Również dobrze mogłyby tak pachnieć perfumy Avon Sensual Love lub Viva La Vita.
Trzecią rzeczą, o której napiszę, jest dość spora zmienność kompozycji w ciągu pierwszych kilkunastu minut. Zaraz po aplikacji mamy subtelny akord kwiatowy. Później doświadczamy efektu owocowego szamponu. Następnie znowu kwiaty, ale już nałożonym filtrem syntetyków piżmowych. I ten wątek trwa przez następnie kilkadziesiąt minut. Niestety, każda sekunda sprawia, że Lancome Idole traci charakter kwiatowo-owocowy, a zyskuje manierę zakurzonego pachnidła dla mężczyzn z niuansem waniliowej słodyczy (bardzo, bardzo cichej).
Zresztą nawet na starcie to woń przyskórna i delikatna. Wierzę, że dla niektórych może być niemal zupełnie niewyczuwalna.

Trudno nawet porównywać konstrukcję tego zapachu z La Vie Est Belle (które w kategorii słodkich irysów jest arcydziełem). W rodzinie lekkich i świeżych perfum kwiatowych Lancome również ma się czego wstydzić, ponieważ do misternych dzieł w typie Estee Lauder Beautiful Belle czy Gucci Bloom jest stąd bardzo daleko.
Opinia końcowa o perfumach Lancome Idole
Wielokrotnie wspominałem na blogu i w świecie rzeczywistym, że kreacja dobrych perfum z rodziny świeżej i kwiatowej to jedno z najtrudniejszych zadań dla perfumiarzy. Wynika to z wielu kwestii, a jedną z ważniejszych jest fakt, że kwiaty w czystej formie to potężne ingrediencje o dużej sile rażenia. Najpopularniejszym rozwiązaniem tego problemu jest po prostu nieużywanie naturalnych składników. Efekty są zazwyczaj marne, czego Lancome Idole jest najlepszym przykładem.

I jeszcze tytułem wyjaśnienia: w oficjalnych materiałach wielokrotnie można się spotkać z informację, że w perfumach wykorzystano naturalny absolut jaśminu lub olejek różany. Absolutnie nie przeczę, ale są to ilości marketingowe – tak małe, że nawet perfumiarz nie byłby w stanie ich wykryć swoim nosem.

Kampania perfum Lancome Idole Le Parfum
Twarzą zapachu została Zendaya Coleman – amerykańska celebrytka nowego pokolenia (tancerka, aktorka, piosenkarka, modelka itd.). Szczerze mówiąc, pierwszy raz w życiu o niej słyszę, ale to pewnie przez wzgląd na mój zaawansowany już wiek.
https://www.youtube.com/watch?v=oO-_yNF6IkQ



