
Gabrielle Chanel kochała ponoć barok, złoto i styl Bizancjum. I właśnie to było inspiracją do kreacji tej kompozycji.
Chanel Coco Eau de Parfum to dzieło Jacquesa Polge z 1984 roku. Do dziś dnia pozostaje w produkcji, choć wyniki sprzedażowe szorują po dnie. W Polsce perfumy te zdobią najniższe półki, zapomniane przez klientów i konsultantki. Warto jednak wiedzieć, że to właśnie ten zapach pozostaje jednym z dwóch klasycznych orientów dawnych lat, które możemy poznać w perfumeriach sieciowych nad Wisłą (drugim jest YSL Opium).
Styl wyznaczony przez Coco EdP pozwala porównywać ją też do takich wielkich perfum jak Estee Lauder Cinnabar – niestety, raczej niełatwo dostępnych w Polsce.
Sam zapach nie pozostawia złudzeń, że pochodzi z „lepszych” czasów perfumerii. Moc, emanacja, struktura pozostają na poziomie nieosiągalnym dla dzisiejszych premier, a to pomimo konieczności wielokrotnej zmiany formuły na przestrzeni lat. Aż strach pomyśleć, jak musiał wyglądać pierwowzór.

Coco Eau de Parfum pachnie paczulą i wielką ilością wytrawnych przypraw. Jest elegancka, wytworna i orientalna. Bardzo dużo jest w niej kwiatów, zwłaszcza na starcie. Nie jest to jednak prosty akord kwiatowy, a bardziej woń zasuszonych płatków – suchych i rozpadających się przy dotknięciu. A może to kwiaty złożone przed laty w książkach starej biblioteki?
Niezmiernie ciekawie zaprezentowano cytrusy w otwarciu. Są gęste, drapiące, trochę tak jakby ktoś wysuszył na wiór pestkę i wystawił na działanie słońca pustyni. Producent deklaruje jedynie mandarynkę, ale akord cytrusów Coco jest znacznie bardziej złożony.
Tony drzewne są również niezmiernie istotne w tej opowieści. Lecz próżno szukać elementów kremowych lub przyjaznych. Drewno Coco to drewno ostre, wysublimowane, wyniosłe. To efekt nieco paradoksalny, ponieważ perfumy od początku do końca zachowują ciepły, momentami gorący charakter. Nie są jednak przyjazne (w rozumieniu „przytulne”, „miłe”). I choć wiele elementów teoretycznie łączy ten zapach z Gucci Eau de Parfum, to wydźwięk obu jest odmienny.
Ostatnim ze słów-kluczu pozostaje przymiotnik „balsamiczny”. Chanel Coco Eau de Parfum to bez cienia wątpliwości perfumy balsamiczne. Cechą balsamów jest ich gorycz. I to w tej kompozycji czuć. Nawet w bazie, która złoci się i nabiera nieco miękkości, wciąż zapach ma wytrawny, gorzki właśnie wyraz.
Różnice między wersjami dawnymi a obecnymi
Nie miałem okazję robić gruntownych porównań. Wydaje mi się jednak, że dawne wersje były bardziej żywiczne – w nowej, rolę tę przejęła paczula.
Dawne edycje miały też niuans styraksowo-zwierzęcy. W aktualnej odsłonie ten efekt jest minimalny, prawie żaden.
Do jakiej linii należy Coco?
I jeszcze jedna ważna kwestia: rodzina Coco (EdP, EdT i ekstrakt) to rodzina całkowicie autokefaliczna w dorobku Chanel. Nie należy jej łączyć i utożsamiać ani z Coco Mademoiselle, ani z Coco Noir (które są rozwinięciem myśli Coco Mademoiselle). Coco to zapach, który powstał niezależnie, i który nie doczekał się żadnych wariacji na swój temat. Stylem, pewnymi składnikami bliżej mu do No.5, lecz to i tak dalekie echa…
Opinia końcowa o perfumach Chanel Coco Eau de Parfum
Złocisty, wytrawny orient w stylu dawnych lat. Czuć w nim niesamowitą klasę i szlachetność, której nie da się podrobić. Natomiast trzeba mieć na uwadze, że dzisiaj to już nie jest zapach z chwili debiutu.

Kampania Chanel Coco EdP
Pierwsza reklama z 1984 roku:

Warto też poświęcić chwilę na obejrzenie oryginalnej reklamy Coco z 1991 roku z Vanessą Paradis w reżyserii Jean-Paula Goude:



