
Dzisiaj krótka analiza 4 marek, które w szczególny sposób wyróżniają się na rynku perfumeryjnym.
Artykuł ukazał się pierwotnie w listopadowym wydaniu polskiej edycji Scientific American.
Pod skanami znajduje się transkrypcja teksty (np. dla osób korzystających z czytników).
Recenzja perfum na blogu:
Hermes, Barenia: KLIK
Hermes, Barenia Pleine Fleur: KLIK
Nicolai, Caravanserail: KLIK (na stronie Impressium: KLIK)
Frederic Malle, Contre-Jour: KLIK
Sisley, Eau du Soir brak recenzji
Pozwolę sobie dodać, że tekst ten powstał po konsultacjach w bardzo dużą liczbą osób – sprzedawców, handlowców, marketingowców. Bazuje też na moim własnym doświadczeniu.


Transkrypcja:
Hermès, Sisley, Nicolaï i Frederic Malle – cóż łączy te cztery marki i sprawia, że pachną ponad trendami?
Dlaczego do tego grona nie zalicza się ani Chanel, ani nawet Amouage czy Creed?
NIE JEST TO ZATEM FRANCUSKI RODOWÓD. NIE JEST TO TEŻ CENA.
TAJEMNICĄ JEST STYL KREACJI.
Jean-Claude Ellena – naczelny nos marki Hermès w latach 2004-2016 – stworzył swój nurt, który opisujemy jako pastelowy, nieagresywny, ale z wielką wartością. Każdą z nut przedstawiał w formie naturalnej. Napełniał swoje kompozycje światłem, co zapewniało im sznyt nie do podrobienia. Później wizję tę nieco zmieniła Christine Nagel, ale wciąż zachowała ramy, które stoją w opozycji do słodkich lub syntetycznych nut ambrowo-piżmowych. Dobrym przykładem niech będzie Barenia – szypr zbudowany na kanwie Akigalawood. Zapach jednak nie razi, a zachwyca. Nie chodzi zatem o to, żeby nie korzystać z nowoczesnych składników, ale aby robić to z klasą.
Po odejściu z firmy Guerlain ostatniego perfumiarza z rodu – Jean-Paula – koneserzy takich kompozycji jak Nahema czy L’Heure Bleue nie mogli czuć się ukontentowani kolejnymi interpretacjami nut słodkich lub kwiatowych. W tym wypadku zwrócili się w stronę marki Nicolaï, w której prawnuczka Pierre’a Guerlaina w swoim małym laboratorium w sercu Paryża wciąż tworzy perfumy o dawnej złożoności i sile wyrazu. Patricia de Nicolaï wyczarowała wszak zapachy wybitne, które trafiają do wrażliwości koneserów haute-parfumerie. Warto wspomnieć o Caravansérail – uważanych przez wielu za najlepszy zapach światowej perfumerii lat 20. XXI wieku. To niebywałe połączenie kawy, śliwki i paczuli na bazie z nieśmiertelników i drewna sandałowego.
Sisley i Frederic Malle to inne przypadki, ponieważ nie zatrudniają własnych perfumiarzy. Kiedy jednak współpracują z innymi nosami, to kierują się swoim stylem, który również opisać możemy jako elegancki, niegłośny, zapierający dech w piersiach, ale bez agresji. Warto wspomnieć, że obie marki zaprosiły niegdyś do współpracy Jean-Claude’a Ellenę – tego, który przez 12 lat był naczelnym twórcą Hermès. Przyjrzyjmy się najnowszej kompozycji Malle’a. Agnieszka Łukasik, CEO perfumerii Galilu, mówi o Contre-Jour tak: (…) przyniósł powiew klasyki Frederica Malle’a, w której zakochałam się dwadzieścia lat temu. Mamy tu drzewo sandałowe, kocankę i różę – a przynajmniej tyle zdradzono. Całość jest odważna, konkretna i wyrazista. Mocna, ale szlachetna.
I szlachetność widać też w perfumach Sisley. W Eau du Soir powracamy do wielkiej klasyki jaką jest akord szyprowy. Założycielka marki, Isabelle d’Ornano mówi wprost: Wzbudził on ogromne zainteresowanie. To właśnie przekonało nas do jego wprowadzenia na rynek, ponad piętnaście lat po Eau de Campagne. Eau du Soir debiutowały w 1990 roku i od tego czasu są ich wielkim sztandarem.
Wspomniane powyżej perfumy to zapachy o niesamowitej głębi, ale bez taniej głośności, z jaką dziś utożsamiamy wiele marek premium. Nie trafiają one w gusta mas. I powiedzmy sobie wprost – są zbyt trudne dla obwieszonych fałszywym złotem klonów Donatelli Versace.



