
Jesień coraz mocniej zaznacza się na blogu, a wraz z nią pojawiają się kolejne kompozycje.
Akurat nie jestem pewien, czy Burberry Hero Parfum Intense jest nowością tej jesieni, ale na pewno pojawił się w tym roku. Jeśli było to wiosną, to i tak ta opóźniona recenzja nie jest ze szkodą, ponieważ to zawodnik typowo jesienny i zimowy. Jest trochę lepszy od klasycznego Hero EdT, ale już chyba nie od wersji Eau de Parfum.
Nie jest królem zmienności i finezyjnej gry, lecz w tym aspekcie broni się sporą naturalnością początku. Tu naprawdę czuć drewno w różnych odsłonach. Czuć jakiś dym, skórę i sporo zwęglonych igiełek. Po początku kompozycja zaskakuje kręcącym w nosie pieprzem, któremu wtóruje drewno w świeżej, jeszcze żywej formie. To tutaj myśli wędrują w stronę skojarzeń z szyszką oblepioną żywicą i jakiegoś dymu, który dolatuje z płonącego lasu wiele kilometrów dalej.
Później zapach staje się bardziej jak deska. Efekty żywe, zielone i świeżo-żywiczne znikają. Gdzieś może się to wszystko skojarzyć z lakierowaną ławą. Wszystko zapowiada się bosko i ciekawie, ponieważ Hero Parfum Intense pachnie naprawdę jakościowo. Dramat zaczyna się dziać pół godziny po aplikacji. Wówczas na pierwszy plan wychodzi akord kumarynowy. Powiedzmy sobie wprost – to jest tani substytut absolutu bobu tonka i absolutu wanilii. Do tego pojawia się nieznaczna woń scukrzonych cytrusów i bardziej znaczna kropla słodziaka-ulepiaka. Niestety, ta słodycz jest w wydaniu raczej tanim. Echa szlechetnej drzewności nie ratują całości.
Po godzinie z bajecznego początku nie zostaje nic. Jakbym powąchał jednocześnie dwa blottery – jeden 5 minut po aplikacji, a drugi godzinę po psiknięciu – to nie powiedziałbym, że to ten sam produkt. Utrata jakości jest dramatyczna, a kompozycja staje się kolejnym ulepiakiem, jak większość męskich premier na rynku… Czasami do nosa dojdzie jakieś tchnienie deski, lecz to detal maleńki.
Skóra? Zakładam, że perfumiarz zbudował ją jako kumarynowy akord słodki. Bo prawdziwej skóry tutaj nie czuć (poza ścisłym startem), ani w formie żywicznej, ani fiołkowej, ani zwierzęcej.
Opinia końcowa o perfumach Burberry Hero Parfum Intense
Gdybym miał ocenić start, to te perfumy zasłużyłyby na ocenę ekstremalną, nawet 8-9/10. Niestety, szybkość z jaką całość przeobraża się w zasłodzono-zakurzono-syntetyczny koszmar jest nie do zaakaceptowania. A szkoda, bo mogłyby to być wybitne perfumy.

Kampania perfum Hero Parfum Intense




