25 grudnia 2010
… grzech, seks i zniszczenie. Zapachy Muglera zawsze były z jajem, nawet dwoma jajami. Pierre Aulas, który kieruje pachnącym pionem imperium Thierry’ego robi to w fantastyczny sposób. Angel, Alien, tegoroczne Womanity czy nawet świeżakowate Cologne to bezwzględnie najwyższa półka, która z powodzeniem mogłaby stanąć na niszowych półkach. Oprócz tej głośnej, rozwrzeszczanej i znanej na całym […]
22 grudnia 2010
Zapach zrobiony przez samą Olivię Giacobetti należy do serii Eau de Parfum Love i jest wykonany tylko z naturalnych składników. Reklamowany jest jako odtrutka na egzotyczne niebezpieczeństwo i perfumy, w których można wziąć ślub na Manhattanie. Mój stosunek do takich idei wyrażałem na łamach Nie Muzycznej wielokrotnie, więc nie będę się powtarzał. przejdę do meritum, […]
21 grudnia 2010
Przyznam się szczerze i bez bicia, że wziąłem do testów ten zapach tylko ze względu na nazwę. Powiem więcej, tylko ze względu na nazwę bym go kupił. W ciemno. Bez myślenia. Mulholland Drive to bodaj najbardziej fascynującą z dróg w Kalifornii. Pnie się od po wzgórzach Hollywood, później przez góry Santa Monica i łączy metropolię […]
15 grudnia 2010
Boże kochany… Jaką ja mam straszliwą alergię na tak debilne nazwy. Nie wiem jak duża impotencja twórcza musi charakteryzować kogoś, kto wpadł na taki pomysł. Kiss Me Tender w „nie-powiem-co”. Dobra, już nie marudzę i przechodzę do konkretów. Będzie krótko, szybko i przyjemnie. Pewno razu Patricia de Nicolai powąchała heliotrop. Słodki, upojny, brzmiący migdałowo kwiat […]
14 grudnia 2010
Wielki klasyk, leżący trochę w cieniu sławetnej Piątki, ale lepszy, dużo lepszy, dużo ciekawszy. Zieleń, szypr i aż trudno uwierzyć, że powstał ponad 40 lat temu. Zanim dojdziemy jednak do szczegółów tej- już na wstępnie to powiem- genialnej kompozycji, najpierw parę słów wstępu. Biorąc do do rąk flakon N°19 warto pamiętać o historii tych perfum. […]
13 grudnia 2010
Oczekiwania są ogromne. To w końcu sam Bertrand Duchaufour i L’Artisan. Duet płodny i sięgający gwiazd w dodatku. Przy tej kompozycji nie bez znaczenia były stambulskie konotacje. Osobiście mam w głowie dwa obrazy tej tureckiej metropolii. Pierwszy, z „Nazywam się Czerwień”, to obraz miasta melancholijnego, uśpionego w chaosie XVI wieku i… zaśnieżonego (moment z mrozem […]