Czytam sobie czasami, co ludzie piszą na blogach, forach i grupach dyskusyjnych na FB. Fejskubowe grupy to nawet główna baza do tego wpisu i niekończące się źródło inspiracji.
Pozwolę sobie streścić moje myśli w kilku punktach. Jeśli macie własne spostrzeżenia, śmiało dzielcie się opiniami. Ocenianie perfum to naprawdę ciekawy temat.
1. Nie oceniajmy perfum, które należą do nielubianych przez nas grup.
Wiele osób cierpi na pewnego rodzaju manię na punkcie dezawuowania zapachów słodkich, landrynkowych czy kwiatowych. W dodatku dzieje się to tylko z powodu przynależności danych perfum do tej grupy, a nie z powodu rzeczywistych wad lub niskiej jakości. Prowadzi to do takich sytuacji, że dobre różowo-landrynkowo-słodkie zapachy są stawiane na równi z tymi najniższej jakości. A przecież w tej grupie są kompozycje dobre, bardzo dobre i wybitne, np. Miss Dior Absolutely Blooming czy nowy Angel EdT 2019.
Działa to też w drugą stronę. Osoba, który lubi perfumy rodziny wyżej wymienionej nie powinna oceniać perfum kadzidlanych tylko z powodu swojej antypatii do tego typu kompozycji. To prowadzi do kuriozalnych sytuacji, np. Tom Ford Sahara Noir ma ocenę 3.85 na znanym portalu, gdzie obiektywnie są to jedne z najlepszych perfum kadzidlanych na świecie. Osoby znające ten temat (kadzideł) niemal zgodnie przyznałyby im oceny najwyższe.
Jak zaczynałem prowadzić bloga (ponad 10 lat temu), to również popełniałem często ten błąd. Stąd niektóre najdawniejsze recenzje (na szczęście bez ocen 0-10) są niepoprawne. Dotyczy to zwłaszcza kompozycji z wetiwerem, ambrą i akordem morskim.

2. Ocenianie perfum przez pryzmat ceny
To jest jedno z ciekawszych zjawisk. Często widzę, jak jakaś osoba pisze publiczne posty z prośbą o polecenie perfum, ale na samym końcu dopisuje „interesuje mnie tylko nisza”. Raz spotkałem bardziej matematyczną formę tego zjawiska: „od 8 zł za mililitr”.
Faktem jest, że wśród perfum w niskich i średnich cenach jest znacznie więcej chemicznego chłamu niż wśród niszy, ale nie znaczy to, że perfumy za 50 zł nie mogę być lepsze od tych za 1000 zł. Ot choćby przykład Elizabeth Arden Green Tea Fig za 30 złotych, które jakością przewyższają np. Profumum Roma Ichnusa za 920 złotych. Takich perełek nie ma oczywiście dużo, ale też nie są to pojedyncze przypadki. Osobiście nie radzę się zamykać na perfumy tanie, bo wśród nich też można znaleźć coś wybitnego. Voile d’Ambre stoi na zbliżonym poziomie do Ormonde Jayne Tolu czy Bottega Veneta Knot Eau Absolue.
Przewaga niszy (tej opartej na składnikach naturalnych) polega na tym, że stosując duże ilości naturalnych ingrediencji trudniej coś zepsuć. To z powodu tego, że czysty składnik (np. olejek różany czy absolut mirry) złożony jest z setek pachnących składników i nigdy nie będzie pachniał tanio i płasko (no chyba, że perfumiarz go zmasakruje całkowicie jakimiś utrwalaczami, ale to rzadkość).

3. Masowe wypowiadanie się ex cathedra bez próby uzasadnienia swoich słów.
Bardzo często zdarza się, że jakaś osoba sprowadza świat perfum wyłącznie do świata osobistych, subiektywnych odczuć i opinii (np. „Te perfumy są bardzo słabe, bo śmierdzą jak stary dziad w latach 50.„). To nie jest do końca prawdą. Osobiste to jest to, czy się komuś coś podoba, czy się nie podoba. Własne mogą być skojarzenia, emocje, odbiór kompozycji (to jest też bardzo cenne). Nie można jednak zapominać o tym, że perfumy to też ścisły świat, i że są dobre i złe kompozycje. Jest teoria, z którą nie można dyskutować. Lepiej napisać tak: „Dla mnie pachną starym dziadem z lat 50. i się raczej nie polubimy.” – to brzmi zupełnie inaczej niż wcześniejsza wypowiedź.
Jeśli operujemy ścisłymi określeniami „dobry-zły”, to chociaż starajmy się to uzasadnić.
Oczywiście nie ma niczego złego (a wręcz przeciwnie) w dzieleniu się własnymi skojarzeniami, ale z pamięcią, że inna osoba, może mieć zupełnie inne emocje przy wąchaniu danej kompozycji.
Podam kilka przykładów:
a) „Lancome La Vie Est Belle to taki prosty, słaby słodziak.” – NIEPRAWDA
Obiektywnie są to perfumy wybitne. I jeśli zapytać o to zawodowych perfumiarzy, to każdy to potwierdzi. Jeśli ktoś mówi, że LVEB to perfumy słabe, to znaczy, że… na pewno nie zajmuje się perfumami zawodowo.
No chyba, że ktoś dodałby do tego pierwszego zdanie kilka słów, np. „bo pachnie cały czas tak samo i jakoś nienaturalnie”. Wtedy to jest jakiś punkt do dyskusji i przynajmniej wiadomo, skąd te słowa się wzięły. I można podejrzewać, że akurat na skórze tej jednej osoby LVEB źle się układa.
Sam fakt, że na kimś dany zapach się źle układa lub nie trafia w jego gust nie zmienia faktu, że jest bardzo wysokiej jakości. Warto o tym pamiętać przy ocenianiu perfum. Oprócz skóry do testowania perfum warto używać bawełny i wełny.
b) „Bottega Veneta EdP pachnie podobnie do Cuir Amethyste” – PRAWDA
Z tym nie można z teoretycznego punktu widzenia dyskutować. Kompozycje obu perfum są bardzo podobne, co zresztą w jednym wywiadzie potwierdził Michel Almairac – twórca obu. Ktoś kto nie dostrzega podobieństw powinien się pochylić nad obiema i próbować je znaleźć.

4. Zachowanie kultury w dyskusji (ocenianie perfum)
Perfumy powinny być źródłem tylko pozytywnych emocji. Kiedy czytam, co ludzie wypisują w dyskusjach o zapachach i w jaki sposób się spierają, to czasami nie dowierzam. Rozumiem, że można o samym zapachu pisać emocjonalnie, ale już kierowanie złych emocji na autora danej opinii jest przesadą. Wpisywanie w komentarzach tekstów „różowa lala”, „kretynka” czy czegoś w tym stylu to po prostu wstyd dla autora.
I jeśli ktoś np. lubi sobie pachnieć sportowymi utrwalaczami imitującymi olejki drzewne, ambrę lub piżma, to tylko jego sprawa. Nikt nie może nas z tego powodu krytykować.
Przyznam, że mi również zdarzało się popełniać na blogu błąd z punktu czwartego, zwłaszcza w recenzjach z lat 2006-2012.





